piątek, 9 lipca 2010
Natknęłam się na...
Anita Lipnicka "Cała prawda o mnie"
Nie jestem święta, nie
potrafię grzeszyć
na próżno starasz się
anioła znaleźć we mnie
A to co o mnie wiesz
nic nie znaczy
bo jutro nawet ja
nie poznam sama siebie
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Nie jestem dobra, nie
choć bywam miła
pamiętam to co złe
co piękne - zapominam
Czasami lubię być
całkiem sama
i bywa, że ten stan
nie szybko mija
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Czy masz w sobie tyle sił
by moim mężczyzną być?
Czy masz w sobie taką moc
By chronić mnie przede mną?
Czy masz w sobie tyle sił
by moim mężczyzną być?
Czy masz w sobie taką moc
by wciąż pod prąd w nieznane płynąć?
Tajemnic wiele mam
i kilka twarzy
na nerwach świetnie gram
i kłamię, gdy się boję
A kiedy kocham tak
jak teraz Ciebie
to prędzej umrę niż
opowiem o tym Tobie
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Ty od początku wiedziałeś, że życie ze mną nie będzie łatwe. Poznałeś moje dobre i złe oblicze bardzo szybko. Ja pokochałam od pierwszej rozmowy, od pierwszego zatopienia się w Twoich oczach. W oczach, które ma nasza córeczka. Musisz wiedzieć, że życie ze mną nigdy nie będzie łatwe. Że szukam ciągle jakiejś swojej odrębnej drogi. Że gdzieś między Tobą a małą zatarł się jej ślad. Gdzieś między Tobą a mną siada czasem smutek i nie pozwala mi być sobą. A może to dzięki niemu potrafię być sobą. On nie zniknie nigdy, zawsze był i będzie moim przyjacielem. Jedynym, któremu nie przeszkadzają moje łzy. Jedynym, który mi ich nie otrze. Wiesz, on mnie chyba bardzo kocha. On pozwolił mi na marzenia i indywidualizm. Dzięki niemu wymarzyłam sobie życie. Wyśniłam, wtedy na chwilę ucichł. Rzucił mnie w Twoje ramiona. Obsypał pocałunkami i namiętnymi nocami. Rozpalał policzki i pozwolił mnie kochać. Jak nigdy wcześniej. Zaufał Ci, bo tylko przy Tobie widział mnie prawdziwą. Tylko przy Tobie realną. Przy Tobie znalazłam samą siebie.
niedziela, 4 lipca 2010
Wieczorami samotnymi...
Cały dzień patrzyłam na nią z podziwem, zachwytem, miłością... Kocham ją nad życie, jest cudownym, zdrowym dzieckiem, które tak pięknie się uśmiecha. I uwielbiam, kiedy raczkuje za mną do kuchni albo do łazienki i z ciekawością patrzy, co ja takiego robię. Teraz, kiedy potrafi troszkę zająć się sobą na chwilę, a ja mogę obserwować jej postępy, to, że z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej, teraz tak mocno czuję, jak bardzo kocham swoją rodzinę, że mimo trudności nie zamieniłabym jej na nic w świecie. Czuję coś tak cudownego jak bezgraniczną miłość do malutkiej i jej tatusia. Bez nich moje życie nie było by warte złamanego grosza. I choć na początku tęskniłam za "wolnością" - teraz wiem, że mam wszystko czego pragnę. Cudowną córeczkę i świetnego męża. Zaczyna nam się wszystko układać, kupujemy dom, remontujemy i pewnie za rok już tam będziemy sobie mieszkać i jeść kiełbaskę z grilla :)
Patrzę, jak moja córeczka staje się coraz bardziej samodzielna, co mnie cieszy, zachwyca i nawet trochę przeraża. Kiedyś przestanę być jej potrzebna. Nie będę już musiała nosić jej na rękach, nie będzie chciała już, żebym głaskała ją po główce przed spaniem. Trochę mi smutno jak sobie o tym myślę. Czas biegnie tak szybko, malutka dopiero kopała mnie w środku po żebrach, a już raczkuje i próbuje wstawać. Sama, na tym świecie.
Czas biegnie jak szalony, złości, chwile zwątpienia umykają razem z nim, a miłość jest coraz bardziej silna i dojrzała, i Oleńka potrafi już klaskać dłońmi :) malutkimi cudownymi rączkami. I tak ślicznie woła "niania" jak przyjdę ze sklepu :) i wita mnie tak w korytarzu :)
Życie jest piękne.
piątek, 18 czerwca 2010
Na całe życie
No i wizja mieszkania z teściem... Który raczej nie da mi się "wepchać" do kuchni... Nie lubię tego, ale może te parę miesięcy damy radę, musimy, by potem móc urządzić grilla na WŁASNYM podwórku...
środa, 9 czerwca 2010
Atak złości
I jeszcze nie wiem kiedy jaśnie pan wróci, czy po pracy pojedzie naprawiać uszkodzone w sobotę auto. Cały dzień sama. Z marudzącym dzieckiem i bolącym brzuchem. Grrr!!!!
niedziela, 23 maja 2010
Mój mąż...
No, a teraz mój wspaniały mężczyzna, jak już to przeczytał, może wyłączyć komputer, iść do swojej równie wspaniałej żony i mocno ją przytulić. I może coś więcej. :)
wtorek, 18 maja 2010
Chcę tam gdzie nieba dotknąć mogę...
W takich chwilach najczęściej ruszam gdzieś w Połoniny. Tam zmęczony wspinaczką człowiek staje się inny. Tam na dole zostało wszystko to, co cię męczy. Patrząc z góry wokoło świat wydaje się lepszy... Uczesane przez wiatry gołe szczyty Połonin proszą byś po nich poszedł, Biesom, Czadom się skłonił. Z twarzą mokrą od deszczu przeziębnięty, zmęczony. Od złych rzeczy na dole jesteś mgłą oddzielony... Tam na dole zostało wszystko... (KSU)
Nic dodać, nic ująć...
sobota, 15 maja 2010
Nowy blog
I tutaj zaczyna się nowy, tak jak nowa ja zaczęłam istnieć odkąd poczułam pod sercem, że życie jest cudem. Ogromnym szczęściem i odpowiedzialnością za drugiego człowieka, za siebie. Odkąd spojrzałam cudowi prosto w oczy, odkąd go dotknęłam, zaczęło się moje życie. Zaskakujące i może bardzo prozaiczne, często monotonne, ale ukochane i jedyne Życie. Nasze życie, wspólne, niełatwe, ale szczęśliwe.
Nasz Cud ma już 6 miesięcy. Uroczo się śmieje, wciąż mówi "tata" i jest czasem do bólu nieznośny. Nasza Wpadeczka rozwija się równie zaskakująco, jak wieść o niej :) Nasza Wpadeczka jest najpiękniejszym na świecie bobaskiem, nasza Wpadeczka to coś, co, jak do tej pory, udało nam się najlepiej!
Nasza Wpadeczka jest istotą tak kochaną, że ogromu tej miłości sama nie mogę ogarnąć.
Jestem młodą mamą, M. młodym tatusiem. Jesteśmy młodym małżeństwem, młodymi rodzicami... Jesteśmy po prostu cali zanurzeni w zieleni, w niedoświadczeniu i żółtodziubstwie. Zanurzeni w wynajmowanym mieszkaniu, daleko od znajomych i rodziny. Ale jesteśmy w tej zieleni razem, jemy sobie czasem kwaśny szczaw, a czasem młodziutki, słodziutki groszek. Na codzień jednak trzeba zmagać się ze szpinakiem, by mieć siły i zdrowie. Dobrze nam razem :)
A Mała Wpadeczka wije się po łóżku już coraz bardziej aktywnie, chyba będę musiała przenieść ją na podłogę, żeby nie miała z czego spaść :)
18.09.2009
W Twoją stronę chcę
Niech prowadzi mnie
Jestem jak polowa
Fragment siebie mam
Reszte Ty mi dasz
Pokretnie czas biegnie, spoznia się szczescie
W plomieniach pragnienia
By powiedziec wreszcie KOCHAM CIĘ
Dwa slowa proste tak
Wszystko, co chce Ci dac
W tych dwoch slowach masz
Kocham Cie, slowa jak dobry czar
Zlacza nas w jeden swiat
Nasze serca dwa
Placza się nam losy
Smutne twarze dwie
Wyrzeźbione we lzie
Cichy wzrok tęsknoty
Pusto obok wciąż
Znowu gorzka noc
Lecz serce wie wiecej
Przeczuwa szczescie
Jak w niebie do Ciebie
Powiem to nareszcie Kocham Cie!
Dwa slowa proste tak
Wszystko, co chce Ci dac
W tych dwoch slowach masz
Kocham Cie, slowa jak dobry czar
Zlacza nas w jeden swiat
Tylko Ty i ja…
S. Uniatowski
31.05.2009 Trzydziesty pierwszy maj
27.08.2008
I juz jutro wyjezdzam do domu, do szkoly... A Ty wciaz tak daleko, ale juz niedlugo sie zobaczymy, to bedzie cudowny dzien... :) rok temu bardzo przezywalismy ta rozlake, teraz nie jest to "rozstanie", to po prostu ciag dalszy naszego zycia, ktore w najblizszym czasie tak bardzo bedzie sie zmieniac... mam nadzieje, ze na lepsze. A kocham jeszcze mocniej, niz rok temu, miloscia bardziej dojrzala i odpowiedzialna, ktora moze zniesc takie rozstania i zniesie :)
Damy sobie doskonale rade, Ty niedlugo wyjdziesz, wrocisz do domu i bedziemy blizej siebie, bedzie latwiej...
Po roku stwierdzam - chce zyc dla Ciebie. Wszystko, co robie, robie dla Ciebie, jestem dla Ciebie, jestem zawsze przy Tobie, nawet teraz, gdy mnie nie widzisz... I kocham najmocniej jak mozna kochac druga osobe... Tesknota chce nam siebie zabrac, chce bardzo nas bolec, ale my sie nie damy, musimy tylko chwile poczekac, pocierpiec... A znow wszystko wroci do normy. Mocno w to wierze, wierze w sile naszego uczucia, ktore rozkwitalo w nas przez miniony rok i rozkwita nadal... Choc bylo roznie, oboje wiemy jak... Wiele razy nie wiedzialam jak bardzo ranie, do tej pory wyrzuty sumienia wierca mi dziure w sercu...
Za wszystko, co zle przepraszam...
Za wszystko, co od Ciebie - dziekuje...
Wszystko, co Twoje - kocham...
Wszystko, co nasze - pielegnujmy
Kocham Cie...
to cudowne...
ze jestes...
24.08.2008
20.08.2008
18.08.2008 6 tygodni
09.07.2008
07.07.2008 Jak to jest?
09.06.2008 Przepraszam...
że przepadł po mnie ślad.
Wiem, miałeś kilka ciężkich chwil,
przybyło świeżych ran.
Wybacz mi...
Przepraszam, że nie chciałam patrzeć
na Twą zmęczoną twarz.
Nie jak przyjaciel, lecz jak tchórz
chowałam głowę w piach.
Wybacz mi...
Wybacz...
Przepraszam, że dopiero teraz,
dopiero teraz zrozumiałam.
Sama tracę resztki sił
i nie stoi przy mnie nikt.
31.05.2008
Że ból kiedyś minie, zagoi rany czas
Nie mów, że jeszcze przede mną jest wciąż
To, co najpiękniejsze
Jak mam uwierzyć w to?
Nie proszę o więcej niż możesz mi dać
Czy jeszcze kiedyś powtórzy się
Co zdarzyło się nam...
Tyle jest we mnie nieposkładanych myśli
I uczuć tak mocnych
Jakich nie znałam nigdy wcześniej
Więc nie każ mi zrozumieć
Nie umiem i nie chcę
Wciąż mam nadzieję,
Że czasem myślisz o mnie jeszcze
Coraz krótszy wstaje dzień
Świat składa głowę do snu
I nic nie zatrzyma już jesieni
Tak pragnę uśpić swą pamięć,
Zmysłom czujność odebrać,
By jakoś jesień tę przetrwać
Przetrwać ją...
Czy jeszcze kiedyś...
31.05.2008 Pozwalam Ci odejść...
22.01.2008
A jeśli nie wrócisz dziś
nie stanie się przecież nic
tylko kolejna noc
bez Ciebie...
Jak zwykle ucichnie gwar
tramwaje pojadą spać
a pijak ułoży się
po drzewem...
Ostatnie okruchy dnia
psu na pożarcie dam
a sama zjem byle co
z herbatą...
A potem zaparzę ziół
i połknę tabletki pół
by przetrwać jakoś tę noc
zwyczajną...
I minie godzina lub dwie
gdy nagle obudzę się
zdziwiona, że oto znów
śpię sama...
Zawołam do łóżka psa
zapalę, utonę w łzach
i pewnie nie zasnę już
do rana...
Więc jeśli nie wrócisz dziś
nie stanie się przecież nic
nadejdzie kolejny świt
bez Ciebie...
Rozgwarzy się miejski gwar
tramwaje wyruszą w świat
a pijak obudzi się
pod drzewem...
18.01.2008
Herezje XXI wieku, tak jest napisane w naglowku... herezje, czy nie, nie wiem, wedlug mnie proba wywolania nowej sensacji, burzliwych dyskusji spowodowanych publikacja paru amerykanskich naukowcow, ktorzy twierdza tez, ze rodzice, a tymbardziej cala reszta tych bezdusznych, wedlug nich, istot, nie maja wplywu, najmniejszego, na to, jakie bedzie ich dziecko, jak uksztaltuje mu sie charakter i co bedzie robilo w przyszlosci... Gdyby byla wczesniejsza pora, przynajmniej wieczor, poddalabym to jakiemus komentarzowi i interpretacji, ale poki co, na tym zakoncze moja dygresje, bo kolor nocy, cisza, lekkie dzwieki gitary wydobywajace sie z glosnika, dyskretnie prowadza mnie w inny zakatek mojej wyobrazni, ten, ktory nie jest z reszta taki maly i niewiele znaczacy...
Moje marzenia
to jest to, o czym Ci mowie, to jest to, co widze w Twoich niezwyklych, przyciagajacych moj wzrok oczach...Moje marzenie spelnia sie codziennie, nabiera sily, by kiedys moglo sie spelnic, rozblysnac milionami perelek szczescia i spelnienia. Moje marzenia spelniaja sie rankami, gdy budzi mnie bliskosc Twojego ciala, uszytego dla mnie na miare, przyprawiajacego o pobudzajace, delikatne dreszcze. Moje marzenia spelniaja sie, gdy mnie dotykasz, calujesz, przytulasz, a ja nie czuje nic obcego w obrebie mojego ciala. Dajesz mi powietrze, bym mogla swobodnie oddychac, dajesz mi cieplo, gdy na szybach mroz maluje ogrod moich marzen...
Sol Seppy, Human
Hello, my name is human
And I come from love
Here on earth it's easy
To forget our home
We all remember
From time to time
Bring forth the beauty of your heart
This undying love is who you are
Don't look down
To reasons on the ground
Love will lift you home
To unbelief
We all remember
From time to time
Bring forth the beauty of your heart
This undying love is who you are
Don't look down
You are not alone
Love will lift you home
Love will make us home
Love will lift you out
Love will make us home
28.12.2007 Spacer Nocą, Anita Lipnicka
rzadko widzi noc
i dziwnie słodki wiatr
pieści oczy
Oddalasz się o krok
i już mi Ciebie brak
i tęsknię do Twych rąk
ciemnozłotych
Nigdy już nie będę kochać, wiem
tak jak teraz kocham Cię
Nigdy już nie będzie nikt mnie miał
takiej jaką Ty mnie masz...
Piękniejszej z dnia na dzień
w królestwie pieszczot mych
karmiony moją krwią
i moim słowem
I chociaż coraz mniej
dla mnie siebie mam
To więcej pragnę wciąż
dawać Tobie
Nigdy już nie będę kochać, wiem
tak jak teraz kocham Cię
Nigdy już nie będzie nikt mnie miał
takiej jaką Ty mnie masz...
Zbliza sie koniec roku...Dla mnie dosyc urozmaiconego, troche szalonego, nie udanego na poczatku, ale chyba wszystko po to, by zakonczyl sie szczesliwie, by pod koniec los rozsypal po moim ciele swoje najpiekniejsze skarby...Koncze ten rok z Toba, zaczne nowy przy Tobie...i zycze nam aby nie bylo to jedyne w naszym zyciu wspolne zegnanie Starego i witanie Nowego...
01.12.2007 Poranek...
Bez Ciebie, nie wiem co z sobą zrobić, nic mi się nie chce, czekam na Ciebie. Nawet nie wiem, co pisać, mam pustkę w głowie i ciężko mi na sercu, pojutrze już będę daleko... To takie trudne, Kochanie, wiedzieć, że tak będzie jeszcze długo... Płakać mi się chce, ale jednocześnie jestem bardzo szczęśliwa z Tobą, nie wyobrażam sobie teraz życia z kimś innym lub bez Ciebie... Karmię się nadzieją, że przyjdą dni, kiedy nasze życie przestanie być pakowaniem się, rozpakowywaniem co tydzień... Tak będzie, ale kiedy... i czy będzie...? Chciałabym. Ale niczego nie możemy być pewni, różne niespodzianki los potrafi nam zesłać, te miłe i też te drugie, przed którymi bronimy się co dzień... Tak... bywa czasami niemiło i smutno, często myślę, że to moja wina, wina mojego trudnego charakteru... nieprzemyślane zachowania, słowa, które potrafią zranić... Nasze życie to popełnianie błędów i uczenie się na nich, naprawianie tego, co się zepsuło... i wielkie starania, czasami nie udane, starania, by nie robić drugi raz tego samego błędu. Nie lubię, gdy dopada mnie taki nastrój, jak teraz...melancholia, niechęć do jakichkolwiek działań... i tylko słucham:
Chodź zabiorę cię na spacer,
Nic, że piąta rano jest...
Świt to chyba najpiękniejsza pora dnia...
Ja sukienkę włożę nową,
Chociaż trawa mokra jest,
Pod spojrzeniem twoim znowu zmienię się
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Możesz wziąć mnie za rękę,
Możesz też śmiać się ze mnie
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Możesz czasem nie mówić ,
Czasem możesz nie lubić
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Skryj pod swetrem zielonym
W ciemność co uspokoi
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Ze mną twoje niebo ma już mój kształt
A ja rosę mam na twarzy,
A ty na mnie patrzysz znów...
Gdy wyjeżdżasz za daleko jest mi źle
I pokrzywy rosną na mnie,
Teraz jest ich trochę mniej...
Pod spojrzeniem twoim zwykle zmieniam się
Kochaj mnie. kochaj mnie...
Możesz wziąć mnie za rękę,
Możesz też śmiać się ze mnie
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Możesz czasem nie mówić,
Czasem możesz nie lubić
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Skryj pod swetrem zielonym
W ciemność, co uspokoi
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Ze mną twoje niebo ma już mój kształt
i płakać mi się chce...ze szczęścia...i z bezradności...
14.11.2007 Dzisiaj
dzisiaj jest środa. W tej jakże wygodnej, półsiedzącej pozycji znajduję się już od godziny i...i nic...i patrzę na swoje obuwie...jaką psychikę trzeba mieć, żeby znieść bardzo niemiłe rozmowy dwóch, na pozór kochających się osób? Nie wiem i nie wiem też, ile jeszcze wytrzymam. A w lesie zimno i biało było wczoraj...tak, ładnie było i to bardzo...a dzisiaj już mokro...dalej zimno, nie lubię tego, jak ja tego nie znoszę! Urodzona w zimie zawsze tęsknię do tego puchu, którego, jako dziecko, zjadałam garści:) a teraz...chlapa...
jakie to dziwne wszystko, każdej porze roku można przypisać cechy, których nie posiada żadna inna...
jesień złota, wiosna zielona, lato niebieskie (tak, dla mnie lato to woda, woda...woda...), zima biała...
a w sklepie unosi się już melodyjka, którą wydobywa niemal każdy klient z pluszowych maskotek ubranych w czerwono-białe kubraczki i czapeczki, z workiem prezentów przyszytym do łapki...
a w telewizji...coraz bliżej święta...coraz bliżej święta..
i coraz więcej pytań w głowie...i nie chodzi tu o to, co komu podarować, nie...
czekam na te święta, tylko na co czekam bardziej...na przeżycie duchowe, na modlitwę...czy na chwilę wolnego czasu...czy na coś jeszcze innego...nie wiem...
tracę to wszystko, co kiedyś miałam, wieczne wątpliwości, pytania, dylematy i przede wszystkim brak konkretnej odpowiedzi, dowodów innych niż pismo...ale tego sie chyba nie dowiem, po części nie chcę nawet wierzyć, że to wszystko prawda...
ale nic to, jak mawiał Pan Wołodyjowski, brakuje mi mojej drugiej połówki, która, tam gdzieś, w stolicy Podkarpacia, a ja tutaj, w tłocznym internacie, ostoi wszelakich rodzajów osobowości, irytującej, budzącej współczucie, śmiech, odrazę, lęk, strach...
nieokiełznane piętnastolatki biegające jak młode łanie, a raczej dorastające małpiątka, wydające niezidentyfikowane odgłosy, a gdzieś między nimi szare myszki chowające się w pokojach, które widuję jedynie na stołówce i MY, dumne pokolenie 89, z piersią wysuniętą do przodu, chcąc pozostać dziećmi...błądzimy...kochamy nieszczerze, bo tak robią inni, bo glupio być samemu. Z pierścionkami zaręczynowymi, w biegu po byle jak zdaną maturę...
i ja patrzę na to i nie wiem co mówić, robić...czy oceniać? Nie mnie powierzono to zadanie, patrzę więc i martwię się. Martwię się tym, że tak ciężko teraz o prawdziwego przyjaciela lub też po prostu o miłą, życzliwą osobę, której uśmiech rozświetli zachmurzone niebo...
Jak to dobrze, że Ty jesteś, że odganiasz ciężkie, szare chmurzyska...trudne to wszystko, trudniejsze, niż to sobie wyobrażałam, ale dajemy sobie świetnie radę. Czasami płaczę, tak po prostu, z miłości, tęsknoty, bezradności...ale później się uśmiecham, bo przecież jestem szczęśliwa...bardzo...
dajesz mi to, na co tyle czekałam, dajesz mi nadzieję, szczęście, miłość, oparcie...
Jesteś najcenniejszy i najważniejszy w moim teraźniejszym życiu, chciałbym, żeby było już tak zawsze...chciałabym, dbajmy o to tak, jak do tej pory...
Siedzę w pokoju pełnym ludzi, a czuje się, jakbym była sama, jakbyś tylko Ty mnie rozumiał, choć nie ma Ciebie przy mnie...
ale jesteś, tutaj, trzymasz mnie za rękę, głaszczesz po włosach...
i widzę Twoje oczy, kochanie :)
Colbie Caillat "Bubbly" ;)
I've been awake for a while nowyou've got me feelin like a child now
cause every time I see your bubbly face
I get the tinglies in a silly place
It starts in my toes
makes me crinkle my nose
where ever it goes I always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
where ever you go
The rain is fallin on my window pane
but we are hidin in a safer place
under the covers stayin dry and warm
you give me feelins that I adore
It starts in my toes
makes me crinkle my nose
where ever it goes
I always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
where ever you go
What am I gonna say
when you make me feel this way
I just........
It starts in my toes
makes me crinkle my nose
where ever it goes
I always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
where ever you go
I’ve been asleep for a while now
You tucked me in just like a child now
Cause every time you hold me in your arms
Im comfortable enough to feel your warmth
It starts in my soul
And I lose all control
When you kiss my nose
The feelin shows
Cause you make me smile
Baby just take your time
Holdin me tight
Where ever, where ever, where ever you go
Where ever, where ever, where ever you go...
18.09.2007 Kocham Cię...
Nasza rozłąka trwa ponad dwa tygodnie, nie jest to długi okres, jednak możemy już z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że nasza znajomość, miłość to nie było jedynie wakacyjne zauroczenie. Trwamy, nasza miłość trwa, rozkwita i nabiera barw. Kocham i tęsknię, te słowa najczęściej goszczą na naszych ustach, w naszych głowach, doskonale opisują sytuację, w której przyszło nam się znaleźć. Na szczęście mamy siebie i te nieliczne dni, w których możemy być razem, to jest nasze święto, wspólnie celebrowane...
Teraz siedzę sam w pokoju, patrzę w głębię nocy, słyszę rozbijające się o parapet krople deszczu i wypatruję Twojej twarzy, uśmiechu, rozpalonych policzków. Niestety, widzę tylko ciepłe światło latarń i cienie, jakie pozostawiają na mokrym chodniku. Czasem wydaje mi się, że Cię widzę w mroku, jak zjawę, którą rozwiewa lekki podmuch jesiennego wiatru...
Wracam wtedy do pokoju i wspominam nasze pierwsze spotkanie, pierwsze słowa, gest. Tych chwil już nigdy nie zapomnę, zostaną ze mną na zawsze... Pamiętam, kiedy Twoja dłoń znalazła się w mojej dłoni po raz pierwszy, poczułem ciepło, strach, serce drżało. Nie było to łatwe, gesty, słowa mają dla mnie ogromne znaczenie, moc budowania i niszczenia... To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, nie byłem na nią przygotowany, nie szukałem jej, wręcz się przed nią broniłem. Los jednak przygotował inny scenariusz, codziennie, a nawet w każdej minucie odwracamy kolejne jego karty... już nie osobno, teraz gramy główne role razem... co kryje się dalej, jaki będzie koniec, a może wcale go nie ma?
Pewnej nocy stało się... wszystko się zaczęło, nasza przeszłość została oddzielona od przyszłości, pierwszy raz powiedziałem kocham. Byliśmy jak na dachu świata, ponad tym wszystkim, ponad codziennością, a w dole migotało całe miasto. Płakałaś wtedy w moich ramionach, Twoje łzy napawały mnie lękiem, a zarazem dawały szczęście, poczucie jedności z Tobą. Nie wiedziałem jak na nie zareagować co powiedzieć, jedyne co mogłem zrobić to przytulić mocno do siebie, otrzeć łzy... jeszcze raz powiedzieć kocham. To jedno słowo w którym jest zawarta cała istota naszego człowieczeństwa, tajemnica życia, nas samych. Nie ma takiego drugiego, wypowiadanego tak czule i delikatnie, a zarazem wyrażającego tyle siły i emocji... Codziennie będę Ci mówił kocham...
M.
31.08.2007 Rozstanie...
There's no wind there, they assume
I guess conspiracies are nothing new
But I'm sure i've been there with you
And I don't believe that in space
The only life is here on earth
How could we be the only race
That loves and hates 'til death from birth
But I do believe in love
Though I should never rely on love
Nothing else excites me
But loving you
Is it true a politician's heart
Can rust away and fall apart
I guess it must be hard
It must be hard
To know what's good
And to know what's easy
You might think it's strange
For all my wild ideas
But I do not believe that change
Can ever happen without tears
But I do believe in love
Though I should never rely on love
Nothing else excites me
Katie Melua "I do believe in love"
Jak to szybko minelo...a dzisiaj juz ostatni dzien wakacji, ale nie o wakacje tu chodzi. Ty wiesz najlepiej... Bo co innego teraz bedzie dla nas znaczylo "kocham". To samo, a jednak... Musimy sie nauczyc byc ze soba pomimo wszystko. Teraz bylo latwo. Kilka minut nas dzielilo, nie bylo nic do ukrycia przed soba. I kiedy te kilka minut zmieni sie w godziny, niech do ukrycia bedzie jeszcze mniej. To niesamowite, jak ten czas pedzi. Dopiero tutaj przyjechalam, zaczelam prace, wakacje...A tu juz po pracy, po wakacjach. Zawsze zostawaly po lecie wspomnienia, lepsze i gorsze, ale bylo co opowiadac w jesienne plotkarskie wieczory:) teraz jest pieknie. Bo mam najwspanialsza pamiatke z wakacji, jaka mogla bym sobie wyobrazic...Mam Ciebie. Jestes moim amuletem, ktory nigdy nie zawodzi. Bezcenny, szlachetny, piekny amulet. Moja ukryta bron, ktorej uzywam, gdy cos mnie przytlacza. I choc dzisiaj nie moglam juz przestac plakac, to po czesci byly to lzy szczescia...
Nie chce teraz wypisywac zdan typu: "czastka Ciebie bedzie caly czas przy mnie..." i takie tam oklepane wypociny...
Po prostu jestes, ja jestem i to jest najpiekniejsze. I choc boli rozlaka to wiem, ze nic sie nie konczy, tylko nastepuje mala zmiana. Przeciez jestesmy razem, zadbamy o nasz zwiazek najlepiej, jak tylko potrafimy. Nie mozemy zaprzepascic takiej szansy, to zbyt piekne, abysmy mogli to zniszczyc. Wierze, ze nasze slowa nie sa puste i nic nie znaczace. Sa to nasze slowa, wieczne, zywe...
Wlasnie cos postanowilam. Ty dowiesz sie o tym dopiero jutro, bo spisz, daleka droga przed nami. Od teraz to juz nie jest moj blog. Dalam Ci siebie wiec daje Ci moje zycie. Ten blog to jakas mala czastka mojego zycia wiec masz do niego wstep. Nie zawsze bede miala mozliwosci i czas, aby go zasilac nowymi tekstami, wiec to zadanie powierzam rowniez Tobie. Od teraz to jest blog Dorotki i Marka. Nasz blog. Cos wspolnego...no coz, od czegos trzeba zaczac :)
Czy powinnam przedstawic wspolautora? Mysle, ze to niekonieczne. Kocham Cie, to wystarczy jak na razie. I przepraszam za brak polskich liter, ale ten komputer doesn't know polish :)
Milego powrotu do szkoly. Wiec wracam. Wracam w lasy, do tych wszystkich dzikow, lisow, brzoz i jesionow:) i do tej dziczyzny w postaci zielonych ludkow, juz w poniedzialek wdzieje moj zielony ciemnooliwkowy mundur i w las!...A rano juz w Bieszczady...wiec pora spac.
24.08.2007 Samotny dzień
pewnie jest dzień
w złote plamy słońc
Pewnie śmiejesz się
tak cudownie
W pieszczotach
roztańczonych chwil
Jeden po drugim spełniasz
swoje sny...
Tu gdzie jestem
teraz jest noc
i najzimniejsza z zim
W iskierkach wspomnień grzeję się
w pamięci szukam Cię...
A czas
płynie jakby nigdy nic
nieskończony kręci film
o takich jak my...
Moje serce
zmienia swój kształt
Większe jest niż ja
Od nagłych wzruszeń pęka już
Pomoc nie mogę mu...
A czas
płynie jakby nigdy nic
głośno liczy moje łzy
w jego ręce oddam się
nim przyjdziesz po mnie Ty
a kiedy wreszcie znów
stanę z Tobą twarzą w twarz
powiem Ci
jak było tu Ciebie brak
jak było Ciebie brak...
A czas
płynie jakby nigdy nic
nieskończony kręci film
o takich jak my...
A czas
płynie jakby nigdy nic
głośno liczy moje łzy
w jego ręce oddam się
nim przyjdziesz Ty
zanim przyjdziesz Ty
zanim przyjdziesz Ty...
Anita Lipnicka "A kiedy tęsknię"
Nie lubię zostawać sama...wtedy jest za dużo czasu dla myśli. Zbyt wiele próbuję się dowiedzieć, przejrzeć, usiłuję przeniknąć wszystkie zagadnienia. W moim przypadku to nie jest dobre, bo cofam się wtedy o tydzień, dwa, rok... A gdy odwracam głowę, boję się spojrzeć przed siebie. Poplątane to wszystko, a gdy coś nie jest tak jak sobie wymarzyłam, to zaczynam wątpić w moje możliwości, w moją siłę.
I ogarnia mnie rozczarowanie i ten znajomy ucisk goryczy i niemocy w duszy. Jest pięknie, lepiej chyba teraz być nie może i powinno mnie to cieszyć. Cieszy mnie to, jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd. Ale nasuwa się w takich momentach, jak ten, wiele pytań... Czy to dobrze, czy to tak ma wyglądać, a co będzie, jeśli... etc., etc. ...
I czy to przeznaczenie, czy tak to się tylko przyjęło z braku innego wytłumaczenia takich sytuacji?
I czy ten jeż to symbol naszej miłości, czy po prostu zbieg okoliczności?
Właśnie..."Zbieg okoliczności"...
Czy powinniśmy stawiać znak równości między "zbiegiem okoliczności" a "przeznaczeniem"? Nie wiem, a bardzo chciałabym wiedzieć...
Wiem tylko, że zbiegi okoliczności istnieją, a przeznaczenie...? Fatum...?
Być może "tabula rasa" nie jest wcale nie zapisana... Może znajdują się na niej kontury, tak jak w malowankach dla dzieci, a my tylko malujemy...wypełniamy nasze życie kolorami...?
Ale kto rysuje te szkice, kto kreśli nam nasze życie...? Czy to na pewno my? I czy każdy dostaje taki sam zestaw farb do malowania? Takie same odcienie? A ja lubię mieszać barwy, lubię malować i najlepiej, gdy ktoś mi pomaga. Może nasze malowanki w końcu staną się jedną książką, zbiorem kolorowanek... tęczowe, szare, jasne, ciemne... to od nas zależy, jak nasza kolorowanka będzie wyglądać... Wiem, że Twoja jest pełna jasnych, optymistycznych barw, a moja... raz podobna do Twojej, by zaraz poszarzeć, odbarwić się...Dlatego Ciebie potrzebuję. Czasami musisz użyć swoich farbek i pędzelków, by obraz się nie rozmył, by nie stał się biało-czarny, przezroczysty...
Nawet, gdy nie będę chciała, odczekaj chwilę i pomaluj moje usta na czerwono, oczy na niebiesko, włosy na kasztanowo, tknij serce, by nie przestało bić... a książka będzie ciekawsza ...
23.08.2007
może to bies siedzi w prawym przedsionku
a czad w moich nogach
i ślą sobie czasami listy nie-miłosne
Kto wie
może to ja jestem listonoszem
i biegam w tę i we w tę
rozsyłając nasiona przekornej przyjaźni
Kto wie
może to do mnie wyciąga ręce
pogmatwana kosodrzewina
idąca gdzieś z moimi myślami w parze
Idą
ślamazarny opasły bies
bo zima mu się dłużyła
i czad zielony
chyba zasnął i zapomniał
bo porósł mchem
przecież to Bieszczady...
Idą
razem z kosówką
moimi stopami po rosie
ślamazara trzyma mapę
niepotrzebnie
Cóż
zima mu się dłużyła
przecież to Bieszczady
dom wielopiętrowy
tutaj wszyscy samotni
tutaj wszyscy razem
diabli anieli ja wy i ta sosna pokrzywiona
ślamazary i cała reszta
pijemy wszyscy z jednego źródła
mieszaną wodę
dziwną wodę dającą oddech
przecież to Bieszczady ...
20.08.2007 Piękny jest ten świat
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world
I see skies of blue and clouds of white
The bright blessed day, the dark sacred night
And I think to myself, what a wonderful world
The colours of the rainbow, so pretty in the sky
Are also on the faces of people going by
I see friends shakin' hands, sayin' `How do you do?`
They're really saying `I love you`
I hear babies cryin', I watch them grow
They'll learn much more than I'll ever know
And I think to myself, what a wonderful world
Yes, I think to myself, what a wonderful world...
Dawno mnie tu nie było...ale jakoś nie mogę się "namuzować" (patrz: Miron Białoszewski "Namuzowywanie") :) tyle się ostatnio wydarzyło...
A dzisiaj noc w Soplicowie, na pewno jedyna i niepowtarzalna. Z Nim wszystko jest takie nierealne, niespodziewane, a jednak prawdziwe, przecież go dotykam, mówię do Niego i On mnie słucha, odpowiada, patrzy..., nasze życie jest teraz takie niezwykłe w swojej zwykłości...Ta pewność mnie czasami przeraża, to uczucie bezpieczeństwa, lojalności i niespotykane zrozumienie...To wszystko jest dla mnie czymś nowym, na co od zawsze czekałam, miałam czasami złudzenie, że to mam, w głębi duszy wiedząc, że tak naprawdę nie jest. Tym razem jest inaczej...wewnętrzny spokój jest tak duży, głęboki, że utonęły w nim wszelkie wątpliwości, lęki, niepokoje. I nawet jeśli coś nie wychodzi, jestem w stanie wszystko zrozumieć i wybaczyć, a On potrafi to wynagrodzić i przeprosić, czasami niepotrzebnie, bo mi wystarczą słowa wypowiedziane przez jego duszę i duże brązowe oczy.
Wczoraj był meczący dzień. Cały dzień w upale, bo bycie Słoniem z bajki nie należy raczej do łatwych zajęć. Ale pewność, że trzy godziny drogi stamtąd czeka ktoś i tęskni, utrzymywała mnie przy sile, dawała mi energię podczas, gdy pozostali słaniali się nisko przy ziemi z wargami wygiętymi w kształt tęczy...
A słoń miał zamontowane skrzydła w uszy i latał, skacząc :)
Wszystko dzięki Tobie, Kochanie :)
10.08.2007 Parę godzin
Jesteś, jesteś.......to wystarczy...
Przy Tobie moja samotność topnieje i tworzy rzekę miłości...morze szczęścia...lekko pofalowaną taflę jeziora, a w środku Ty...jesteś darem ,ukojeniem, marzeniem...cudem...i sprawiasz, że wokół nas dzieją się cuda...jeż przechodzący przez ulicę, dwa lisy bawiące się ze sobą w środku miasta... Z Tobą nocne niebo jest tak blisko Ziemi, gwiazd jest więcej i mocniej świecą....śpiew świerszczy jest taki nasycony życiem, a szum kasztanowców tak odczuwalny wszystkimi zmysłami, że aż wiruje wszystko wokoło...
Płakałam wtedy, bo wiem, że zaczynając kochać, zaczynam odchodzić... Płaczę teraz, bo zbliżając się do Ciebie, jestem bliżej pożegnania. Już niebawem powiem "żegnaj" pragnąc zostać. Łzy szukają wyjścia z mojego serca...znajdują je w szarych oczach... Te szare oczy starają się zapamiętać każdy kawałek Ciebie, by później mogły je odtworzyć w pamięci...Moje uszy chylą się ku Twoim ustom, by zapisać w głowie każde słowo, poczuć każdy Twój oddech. Robią wszystko, by żaden wyraz nie uciekł w otchłań... bo niedługo zacznie się walka, zmagania, oczekiwanie..To chyba o to chodzi...Będzie ciężko...ale obiecuję...wytrzymamy...damy radę..."silni razem, silniejsi osobno"
...
Już trzecia godzina jak Ciebie nie ma, a czuję, jakby minął cały dzień...Godziny są takie ciężkie, twarde, masywne... Minuty...Sekundy z takim trudem są niesione przez zegar nad moją głową...Wskazówka ospale i głośno wspina się ku górze i nie łatwiej też toczy się na południe...
Tyle Ciebie wszędzie...Moja skóra przesiąknięta Twoim zapachem, lecz bez Ciebie staje się szorstka niczym kora robinii... Jeszcze tylko parę godzin i przyjedziesz..."Jeszcze tylko parę godzin i przyjedziesz"...Jak się cieszę, że nadal mogę używać słów "parę godzin"...niedługo będę musiała "parę godzin" zastąpić "kilkoma dniami", "tygodniem", "miesiącem"...
parę godzin...parę godzin...
09.08.2007 ...
Here I am on trains of solace
The moment I could win
Oh it's so dumb that I'm intrigued by the thunder
and the lightning comes streaming into our home
but oh a summer of our own
it's been done
it's been done
and oh I'm so proud of loving, again
It's been done
Wishing I was yours forever
Can we rely on love?
I was lost, cut underneath by another
and the feeling that crept into our home
but oh a winter of our own
it's been done
it's been done
and oh I'm so proud of living, again
crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie
crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie
And oh a winter of our own
it's been done
it's been done
and oh I'm so proud of loving again
crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie
crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie
Angela McCluskey "It's been done"
06.08.2007 Jakoś tak...
04.08.2007 ...Yesterday...
You are so beautiful
To me
You are so beautiful
To me
Can't you see
You're everything I hoped for
You're everything I need
You are so beautiful
to me...
You are so beautiful
to me
You are so beautiful
To me
Can't you see
You're everything I hoped for
You're every,
everything I need
You are so beautiful to me ...
Joe Cocker.....
lipiec 2007 pożegnanie z nie(znajomym)
26.06.2007 Bajalam bo kochałam, wygralam, bo kocham...
Dotyk wiosennego pachnącego przebiśniegami wiatru otworzył moje oczy. Rozweselone promienie słońca zadziornie muskały moją twarz i gładziły mieniące się rosą młodziutkie wilcze łyko. Z daleka bacznie przyglądał mi się koślawy, pokręcony wichrem buk. Widok kniei budzącej się do życia sprawił, że stałam się jej częścią. Pragnęłam, by moje nogi przerodziły się w mocne korzenie. Chciałam czerpać nimi wodę z czystego, górskiego strumienia, oddychać wiosną i rozkwitać milionami pączków. Nieopodal wijąca gniazdo zięba śpiewem umilała sobie pracę, a między koronami drzew przelatywała sójka, która wcale nie chciała uciekać stąd za morze. Słuchając smutnego trelu dzięcioła ujrzałam rysia, który dyskretnie skradał się w moim kierunku...
Leśny kot spojrzał na mnie swoimi tajemniczymi, mądrymi oczami i nastawiając uszu usiadł naprzeciwko mnie. Wtopił we mnie swój wzrok. Słyszałam teraz tylko bicie własnego serca i odgłos tamtego życia. Przed oczami ukazał mi się nieznany widok. Wszystko było tak inne niż to, co widziałam dotychczas. Na skrawku ziemi zapomnianym przez Boga harcowały tylko diabły. Czyniły między sobą rozboje i awantury. Ze względu na ich ogromną ilość ludzie nie chcieli się tutaj osiedlać. Wydawało się, że ta część Karpat na zawsze będzie bezludna. W piekle wyhodowano nowe odmiany diabłów. Jedne z nich nazwano biesami, a drugie czadami. Diabelskie jury ze względu na odmienność nowych diabłów postanowiło umieścić je w oddzielnym rezerwacie. Nieznana kraina okazała się bezkonkurencyjna. Wygoniono stare, pospolite czarty i zaludniono, a raczej zadiablono rezerwat biesami i czadami. Wtedy też powstała jego nazwa – Bieszczady. Wszyscy wiemy, że gdzie jest zło, tam powinno być też dobro. Jednak zarządcy nieba nie wyrazili zgody na zesłanie choćby jednego aniołka do dzikiej puszczy. Aby rozwiązać problem, biesy zostały złe, a czady dobre. Tak oto Bieszczady stawały się normalne. W dotychczas bezludnym królestwie zakwitło życie. Powoli zaczęli przybywać tutaj ludzie. Pochodzili z najróżniejszych zakątków Polski, Słowacji i Rusi. Z roku na rok coraz więcej stworzeń zamieszkiwało Bieszczady. Słyszałam wycie wilków i pędzące jelenie. Widziałam stado olbrzymich, brunatnych żubrów pijących wodę z czystego potoku. Wśród rozsypujących się w proch obumarłych od mrozu olch unosił się zapach przygody. Nierealna uroda tego miejsca kusiła mnie do dalszej wędrówki w czasie. W zmęczonym powietrzu unosiły się krzyki i rozmowy ludzi. Rozpoczynała się agonia dzikich Bieszczadów. Widok przysłaniały mi sterty butwiejącego, okorowanego drewna. Człowiek cywilizował tę niesamowitą krainę bezkresnych lasów. Wyręby, kamieniołomy, szopy i baraki spychały na drugi plan bujne połoniny, gołoborza, doliny rzek. Niszczono i zabijano Bieszczady. Tępiono rysie i jelenie, wybito wilki i żubry… W tym momencie mój nowo poznany towarzysz zamknął oczy. Znalazłam się z powrotem w odżywającym lesie niedaleko mojego domu. Gdy spojrzałam przed siebie, rysia już nie było. Zostawił jedynie ślad w mojej pamięci. Ze łzami w oczach zaczęłam rozumieć, co chciał mi przekazać. Bieszczady mają szansę się odrodzić. Jednak tę szansę musimy dać im my – ludzie. One potrzebują naszej pomocy. Pragną ochrony, czystości, spokoju, tolerancji. Kochajmy połoniny, bieszczadzkie szlaki, lasy i szczyty. Kochajmy je, ale mądrze. Pozwólmy na to, by następne pokolenia mogły oddychać czystym powietrzem, podziwiać dziewiczą przyrodę. Żeby tak się stało, musimy ostrożnie korzystać z tego, co Bieszczady nam oferują.
Przyjeżdża się tutaj raz, później już tylko się wraca.
Wracajmy tam, lecz bez śmieci, hałasu i kroczmy wyłącznie tam, gdzie jest to dozwolone. Zatapiajmy się w unikalnej magii tego miejsca, lecz nie zasypujmy go butelkami czy papierkami. Nie możemy niszczyć tak hojnego daru natury. Dlatego pragnę, by moja mała ojczyzna została taka, jaka jest teraz – dzika, nie odkryta. Dzięki mojej wędrówce w czasie zrozumiałam, co straciliśmy ingerując w życie tej czarodziejskiej krainy. Wiążę przyszłość z bieszczadzkimi lasami. Chcę sprawić, by turyści uzmysłowili sobie ich znaczenie i podziwiając ich piękno, jednocześnie dbali o nie. Pragnę spędzić tutaj lato i jesień swojego życia. Tutaj, pośród starych, chylących się ku ziemi wierzb, które pamiętają moje pierwsze kroki. Przy szumie wartkiego strumienia nucącego mi w dzieciństwie znane tylko nam melodie, chciałabym kiedyś wspominać tamte beztroskie lata. Tak mało jest miejsc, gdzie nie zawitała jeszcze cywilizacja. Miałam szczęście, że w pobliżu takiej krainy się urodziłam. Lasy i wzgórza były moim drugim domem i nie chciałabym, żeby kiedyś tego zabrakło. Mam nadzieję, że za kilka lat, wieczorem, gdy usiądę przed moim domem rodzinnym, nadal będę mogła usłyszeć porykiwania jeleni odbywających swe gody, zobaczyć uciekającą łanią i zdrowy, kołyszący się w rytm wiejącego wiatru las.
Wierzę, że gdy się urodziłam, mieszkający w starym dębie psotny duszek rzucił na mnie słodki czar, który sprawił, że nigdy nie zapomnę o uroku tego miejsca i zrobię wiele, by nikt nie odebrał magii tej krainie.
