Jak facet potrafi wyprowadzić z równowagi, wie chyba każda kobieta, szczególnie ta będąca mamą. Bo to on jest zmęczony i on musi wstać do pracy, nie ja. Ja dzisiaj nie czuję się gorzej, w ogóle nie boli mnie brzuch i nie mam ochoty wyć jak dziecko. Jestem zrelaksowana i wypoczęta, mogę więc zupełnie niebolącą ręką telepać w wózku marudzące dziecko, które nie ma ochoty na nic, tylko na kołysanie. Gorąco mnie osłabia, bałagan zawładnął całym mieszkaniem, a pan M. w pracy, wyszedł bez słowa obrażony moim nagłym uniesieniem głosu i nerwów. Należało mu się, nie jestem cyborgiem zaprogramowanym na codzienne wstawanie o 5:53, czasem też mi się nie chce. Po ludzku, po prostu mi się nie chce, coś mnie boli, jestem niewyspana, w złym humorze. Tak samo jak jemu. I ja też wstaję do mojej pracy, która trwa od wspomnianej 5:53 (w zależności od łaski mojej panny) do około 20. Hmmm... ile to jest razem roboczogodzin? Chyba trochę więcej niż 8... Po sobotniej imprezie on odpoczywał cały dzień a ja po tej samej imprezie wstałam jak zwykle i robiłam to co zawsze. Odpoczęłam po 20.
I jeszcze nie wiem kiedy jaśnie pan wróci, czy po pracy pojedzie naprawiać uszkodzone w sobotę auto. Cały dzień sama. Z marudzącym dzieckiem i bolącym brzuchem. Grrr!!!!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

przytulam :*
OdpowiedzUsuńhehe miło :)
OdpowiedzUsuń