wszystko nagle i boleśnie we mnie odżylo. I boli. Tak bardzo wszystko boli. Dawne rany nigdy się nie zabliźnily i chyba na zawsze pozostaną otwarte. Obudzily sie we mnie emocje skrywane przez lata. I zrozumialam, ze nigdy nie wybacze. Zrozumialam tez ze nigdy nie wylecze sie z ciaglego poczucia winy za cale zlo. Nie uchronilam wlasnego dziecka przed moim krzykiem. Nie potrafilam dla niej powstrzymac sie od lez. Nie wiem kiedy tam pojade, a juz na pewno nie sama. Nawet nie moge napisac wszystkiego, takie okropne i zle mam w sobie mysli. Boje sie o tym mowic. Ciagle chce mi sie plakac gdy tylko pomysle o niedzielnym dniu. Wrocilo do mnie wszystko i nie wiem kiedy to wyjdzie. Trucizna która zniszczyla moje dziecinstwo. Nie pozwole zeby to dotknelo moje dziecko. Granica zostala przekroczona i teraz juz mozemy sie spodziewac wszystkiego.
Violetta Villas "Do Ciebie, Mamo"
Mamo, smutno tu i obco
drzewa inne rosną
i ciszy nikt nie zna tu
Mamo, nie myśl, że się skarżę
żal mi tylko marzeń
dziecięcych dni, moich dni
Widzę znów nasz dom
ciebie mamo w nim
wspominam stary klon
ciemny i wysoki jak dym
Mamo wołam twoje imię
znowu jesteś przy mnie
jak za dawnych lat
Widzę znów nasz dom
ciebie mamo w nim
wspominam stary klon
ciemny i wysoki jak dym
Mamo w sercu cię kołyszę
list do ciebie piszę
ciemny jak ta noc
To nieprawda mamo
jutro wyślę list
i będzie mamo tak jak miało być
a ty mamo śpij
jeszcze noc dobrze śpij
o Mamo...
piątek, 30 grudnia 2011
czwartek, 24 listopada 2011
krótka historia
Telefon milczy i już nie nawiedzają jej dziwne myśli. Nie sprawdza juz intuicyjnie numeru, który dawno juz nie ma wlasciciela. Tylko ciemna postac nawiedzila ja na krótka chwile tamtego wieczoru, tak bardzo chlodnego i mroznego. Tamte lzy dawno juz powedrowaly w niepamiec i rozmowy do rana ucichly na zawsze. Tamtego wieczoru pod powiekami przywedrowal i usiadl naprzeciwko. Milczal, ale nie przestawal patrzec. Wnikliwe spojrzenie wiercilo w jej glowie ogromna dziure niepewnosci. Odganiajac niewlasciwe mysli poprawila wlosy a w glowie przewierconej na wylot jego spojrzeniem odbijalo sie echo tamtych slow. "W Twoich oczach widzę swoje odbicie" - uslyszal. Jego spojrzenie stawalo sie coraz bardziej puste i nie wywieralo juz na niej takiego mocnego wrazenia. Bo w jego oczach widziala jedynie odbicie swojej twarzy. Jak w lusterku. Lusterko nie czuje. Lusterko nie kocha. Jest zimne. Do lusterka nie mozna sie nawet za bardzo zblizyc, bo nic wtedy nie zobaczysz. Stal się lusterkiem. Zimnym szklem. A może zawsze byl. Tak wiele chciala mu kiedys powiedziec. Ciagle chciala do niego mowic. W tej chwili poczula, ze nie ma z nim o czym rozmawiac. Jego oczy patrzyly tepo w dal, juz nie na nią. Wyraz jego twarzy tak jej się znudzil, ze zamknela oczy. Jeszcze raz powedrowala nad jezioro, byla chlodna noc. Gdy jej dlon więzil jego mocny uscisk, popatrzyla ostatni raz w jego oczy. Pogladzila jego szorstki policzek i pożegnala go bez slow. Wiedzieli oboje, ze to ostatnia taka noc. Tym razem nie plakala. Ucieszyla się, że to ona ma tym razem przewage. Ze to ona pozegnala jego, na zawsze, bez odwrotu. Potrzebna jej byla ta krótka wędrówka o kilkaset nocy do tylu. Jak wehikul czasu... Powrocic do wspomnien, by zmienic przeszlośc. I terazniejszosc. Przynajmniej w sercu, w glowie. Bo teraz na pewno nie bylo by tak samo.
sobota, 15 stycznia 2011
tęsknota
...tylko nie bardzo wiem, za czym. Wiem tylko, że DDA ciężko jest osiągnąć stan szczęścia i zadowolenia. To nie jest normalne, wycofuję się, nie mam sił walczyć. Ale walczyć, z czym, z kim? Tracę Boga a tak bardzo chcę do niego wrócić. Muszę do niego wrócić, bo jeśli nie On, to kto i co? Potrzebuję pogadać. Nie chcę już szeptać. Potrzebuję dnia dla siebie, a może właśnie potrzebuję ludzi? Ciężkie jest takie "przeczekiwanie", udawanie, że wszystko jest w porządku, już z resztą nawet nie uśmiecham się na siłę, bo przestało mi to wychodzić...
piątek, 9 lipca 2010
...bo czasem po prostu chce mi się płakać. I czasem Ty nie potrafisz mnie pocieszyć. Nie wiesz, o co chodzi. Nie wiesz, co mi jest. Nie wiesz, że każda mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Nie wiesz, że czasem czuję, że nie dorastam do pięt dobrej matce. Nie wiesz, że chciałabym, żeby mała miała wszystko, czego potrzebuje. A to wszystko zależne jest od Ciebie.
Natknęłam się na...
Anita Lipnicka "Cała prawda o mnie"
Nie jestem święta, nie
potrafię grzeszyć
na próżno starasz się
anioła znaleźć we mnie
A to co o mnie wiesz
nic nie znaczy
bo jutro nawet ja
nie poznam sama siebie
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Nie jestem dobra, nie
choć bywam miła
pamiętam to co złe
co piękne - zapominam
Czasami lubię być
całkiem sama
i bywa, że ten stan
nie szybko mija
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Czy masz w sobie tyle sił
by moim mężczyzną być?
Czy masz w sobie taką moc
By chronić mnie przede mną?
Czy masz w sobie tyle sił
by moim mężczyzną być?
Czy masz w sobie taką moc
by wciąż pod prąd w nieznane płynąć?
Tajemnic wiele mam
i kilka twarzy
na nerwach świetnie gram
i kłamię, gdy się boję
A kiedy kocham tak
jak teraz Ciebie
to prędzej umrę niż
opowiem o tym Tobie
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Ty od początku wiedziałeś, że życie ze mną nie będzie łatwe. Poznałeś moje dobre i złe oblicze bardzo szybko. Ja pokochałam od pierwszej rozmowy, od pierwszego zatopienia się w Twoich oczach. W oczach, które ma nasza córeczka. Musisz wiedzieć, że życie ze mną nigdy nie będzie łatwe. Że szukam ciągle jakiejś swojej odrębnej drogi. Że gdzieś między Tobą a małą zatarł się jej ślad. Gdzieś między Tobą a mną siada czasem smutek i nie pozwala mi być sobą. A może to dzięki niemu potrafię być sobą. On nie zniknie nigdy, zawsze był i będzie moim przyjacielem. Jedynym, któremu nie przeszkadzają moje łzy. Jedynym, który mi ich nie otrze. Wiesz, on mnie chyba bardzo kocha. On pozwolił mi na marzenia i indywidualizm. Dzięki niemu wymarzyłam sobie życie. Wyśniłam, wtedy na chwilę ucichł. Rzucił mnie w Twoje ramiona. Obsypał pocałunkami i namiętnymi nocami. Rozpalał policzki i pozwolił mnie kochać. Jak nigdy wcześniej. Zaufał Ci, bo tylko przy Tobie widział mnie prawdziwą. Tylko przy Tobie realną. Przy Tobie znalazłam samą siebie.
Natknęłam się na...
Anita Lipnicka "Cała prawda o mnie"
Nie jestem święta, nie
potrafię grzeszyć
na próżno starasz się
anioła znaleźć we mnie
A to co o mnie wiesz
nic nie znaczy
bo jutro nawet ja
nie poznam sama siebie
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Nie jestem dobra, nie
choć bywam miła
pamiętam to co złe
co piękne - zapominam
Czasami lubię być
całkiem sama
i bywa, że ten stan
nie szybko mija
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Czy masz w sobie tyle sił
by moim mężczyzną być?
Czy masz w sobie taką moc
By chronić mnie przede mną?
Czy masz w sobie tyle sił
by moim mężczyzną być?
Czy masz w sobie taką moc
by wciąż pod prąd w nieznane płynąć?
Tajemnic wiele mam
i kilka twarzy
na nerwach świetnie gram
i kłamię, gdy się boję
A kiedy kocham tak
jak teraz Ciebie
to prędzej umrę niż
opowiem o tym Tobie
Więc pomyśl, proszę
nim na dobre
do serca weźmiesz mnie
bo życie ze mną
to randka w ciemno...
Ty od początku wiedziałeś, że życie ze mną nie będzie łatwe. Poznałeś moje dobre i złe oblicze bardzo szybko. Ja pokochałam od pierwszej rozmowy, od pierwszego zatopienia się w Twoich oczach. W oczach, które ma nasza córeczka. Musisz wiedzieć, że życie ze mną nigdy nie będzie łatwe. Że szukam ciągle jakiejś swojej odrębnej drogi. Że gdzieś między Tobą a małą zatarł się jej ślad. Gdzieś między Tobą a mną siada czasem smutek i nie pozwala mi być sobą. A może to dzięki niemu potrafię być sobą. On nie zniknie nigdy, zawsze był i będzie moim przyjacielem. Jedynym, któremu nie przeszkadzają moje łzy. Jedynym, który mi ich nie otrze. Wiesz, on mnie chyba bardzo kocha. On pozwolił mi na marzenia i indywidualizm. Dzięki niemu wymarzyłam sobie życie. Wyśniłam, wtedy na chwilę ucichł. Rzucił mnie w Twoje ramiona. Obsypał pocałunkami i namiętnymi nocami. Rozpalał policzki i pozwolił mnie kochać. Jak nigdy wcześniej. Zaufał Ci, bo tylko przy Tobie widział mnie prawdziwą. Tylko przy Tobie realną. Przy Tobie znalazłam samą siebie.
niedziela, 4 lipca 2010
Wieczorami samotnymi...
...kiedy mam wreszcie czas dla samiutkiej siebie, nie mam pojęcia, co robić. Myślę o tym, czego nie zrobiłam, albo co zrobiłam dzisiaj źle. Myślę dzisiaj o tym jak to wszystko będzie. Myślę o tym, że znów nie posprzątałam w pokoju, tylko po zaśnięciu malutkiej zasiadłam z drinkiem przed komputer. W poszukiwaniu taniej spacerówki. Dla malutkiej.
Cały dzień patrzyłam na nią z podziwem, zachwytem, miłością... Kocham ją nad życie, jest cudownym, zdrowym dzieckiem, które tak pięknie się uśmiecha. I uwielbiam, kiedy raczkuje za mną do kuchni albo do łazienki i z ciekawością patrzy, co ja takiego robię. Teraz, kiedy potrafi troszkę zająć się sobą na chwilę, a ja mogę obserwować jej postępy, to, że z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej, teraz tak mocno czuję, jak bardzo kocham swoją rodzinę, że mimo trudności nie zamieniłabym jej na nic w świecie. Czuję coś tak cudownego jak bezgraniczną miłość do malutkiej i jej tatusia. Bez nich moje życie nie było by warte złamanego grosza. I choć na początku tęskniłam za "wolnością" - teraz wiem, że mam wszystko czego pragnę. Cudowną córeczkę i świetnego męża. Zaczyna nam się wszystko układać, kupujemy dom, remontujemy i pewnie za rok już tam będziemy sobie mieszkać i jeść kiełbaskę z grilla :)
Patrzę, jak moja córeczka staje się coraz bardziej samodzielna, co mnie cieszy, zachwyca i nawet trochę przeraża. Kiedyś przestanę być jej potrzebna. Nie będę już musiała nosić jej na rękach, nie będzie chciała już, żebym głaskała ją po główce przed spaniem. Trochę mi smutno jak sobie o tym myślę. Czas biegnie tak szybko, malutka dopiero kopała mnie w środku po żebrach, a już raczkuje i próbuje wstawać. Sama, na tym świecie.
Czas biegnie jak szalony, złości, chwile zwątpienia umykają razem z nim, a miłość jest coraz bardziej silna i dojrzała, i Oleńka potrafi już klaskać dłońmi :) malutkimi cudownymi rączkami. I tak ślicznie woła "niania" jak przyjdę ze sklepu :) i wita mnie tak w korytarzu :)
Życie jest piękne.
Cały dzień patrzyłam na nią z podziwem, zachwytem, miłością... Kocham ją nad życie, jest cudownym, zdrowym dzieckiem, które tak pięknie się uśmiecha. I uwielbiam, kiedy raczkuje za mną do kuchni albo do łazienki i z ciekawością patrzy, co ja takiego robię. Teraz, kiedy potrafi troszkę zająć się sobą na chwilę, a ja mogę obserwować jej postępy, to, że z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej, teraz tak mocno czuję, jak bardzo kocham swoją rodzinę, że mimo trudności nie zamieniłabym jej na nic w świecie. Czuję coś tak cudownego jak bezgraniczną miłość do malutkiej i jej tatusia. Bez nich moje życie nie było by warte złamanego grosza. I choć na początku tęskniłam za "wolnością" - teraz wiem, że mam wszystko czego pragnę. Cudowną córeczkę i świetnego męża. Zaczyna nam się wszystko układać, kupujemy dom, remontujemy i pewnie za rok już tam będziemy sobie mieszkać i jeść kiełbaskę z grilla :)
Patrzę, jak moja córeczka staje się coraz bardziej samodzielna, co mnie cieszy, zachwyca i nawet trochę przeraża. Kiedyś przestanę być jej potrzebna. Nie będę już musiała nosić jej na rękach, nie będzie chciała już, żebym głaskała ją po główce przed spaniem. Trochę mi smutno jak sobie o tym myślę. Czas biegnie tak szybko, malutka dopiero kopała mnie w środku po żebrach, a już raczkuje i próbuje wstawać. Sama, na tym świecie.
Czas biegnie jak szalony, złości, chwile zwątpienia umykają razem z nim, a miłość jest coraz bardziej silna i dojrzała, i Oleńka potrafi już klaskać dłońmi :) malutkimi cudownymi rączkami. I tak ślicznie woła "niania" jak przyjdę ze sklepu :) i wita mnie tak w korytarzu :)
Życie jest piękne.
piątek, 18 czerwca 2010
Na całe życie
Ile powinno zająć nam podjęcie decyzji na całe życie? Dziś oglądaliśmy dom...domek malutki, do remontu, ale super działka, pod miastem a nie w tej zapyziałej mieścinie gdzie ludzie zachowują się jak pępki świata. Nie lubię tego miejsca. Nie ze względu na wygląd, położenie, ale ze względu na ludzi. Malutkie miasteczko, można powiedzieć duża wioska, a mieszkańcy noszą się i topią w dumie. Byle mieć coś lepszego niż sąsiad... chce się powiedzieć "masakra". I dziś zawitała szansa - bierzemy kredyt, kupujemy dom, zimujemy u teścia w bloku (grrr....) i jakoś sobie tam działamy, remontujemy, a raczej "doprowadzamy do stanu użyteczności" - ale swoje, dla nas, dla Oli... Miejscowość przyjemna, dostęp do cywilizacji zadowalający "w sam raz", możliwość pójścia do pracy za 2 lata - istnieje. Nie to co tutaj. Na okazję można czekać całe życie, ja czuję, że to jest dobra okazja, że taka długo może się nam nie trafić. Po obejrzeniu kilku domów, kawalerki, po wynajmowaniu mieszkania i płaceniu komuś na konto stwierdzam, że chyba już czas na próby własnych sił. Co liczy się z wzięciem ślubu z bankiem, ale niestety, innej możliwości nie ma. Ale kto za nas podejmie decyzję, do jutra? No, kto :( chyba musimy oboje...tylko my możemy zadecydować o naszej przyszłości. Stres, ciekawość, nerwy, strach i entuzjazm, obawa, strach, strach i jeszcze raz strach... Chyba nie zasnę. A noc bez mojego kochanego męża, który robi wszystko, byśmy byli szczęśliwi :( zabierają mi go, cholera jasna, ostatnio na same noce do pracy :(
No i wizja mieszkania z teściem... Który raczej nie da mi się "wepchać" do kuchni... Nie lubię tego, ale może te parę miesięcy damy radę, musimy, by potem móc urządzić grilla na WŁASNYM podwórku...
No i wizja mieszkania z teściem... Który raczej nie da mi się "wepchać" do kuchni... Nie lubię tego, ale może te parę miesięcy damy radę, musimy, by potem móc urządzić grilla na WŁASNYM podwórku...
środa, 9 czerwca 2010
Atak złości
Jak facet potrafi wyprowadzić z równowagi, wie chyba każda kobieta, szczególnie ta będąca mamą. Bo to on jest zmęczony i on musi wstać do pracy, nie ja. Ja dzisiaj nie czuję się gorzej, w ogóle nie boli mnie brzuch i nie mam ochoty wyć jak dziecko. Jestem zrelaksowana i wypoczęta, mogę więc zupełnie niebolącą ręką telepać w wózku marudzące dziecko, które nie ma ochoty na nic, tylko na kołysanie. Gorąco mnie osłabia, bałagan zawładnął całym mieszkaniem, a pan M. w pracy, wyszedł bez słowa obrażony moim nagłym uniesieniem głosu i nerwów. Należało mu się, nie jestem cyborgiem zaprogramowanym na codzienne wstawanie o 5:53, czasem też mi się nie chce. Po ludzku, po prostu mi się nie chce, coś mnie boli, jestem niewyspana, w złym humorze. Tak samo jak jemu. I ja też wstaję do mojej pracy, która trwa od wspomnianej 5:53 (w zależności od łaski mojej panny) do około 20. Hmmm... ile to jest razem roboczogodzin? Chyba trochę więcej niż 8... Po sobotniej imprezie on odpoczywał cały dzień a ja po tej samej imprezie wstałam jak zwykle i robiłam to co zawsze. Odpoczęłam po 20.
I jeszcze nie wiem kiedy jaśnie pan wróci, czy po pracy pojedzie naprawiać uszkodzone w sobotę auto. Cały dzień sama. Z marudzącym dzieckiem i bolącym brzuchem. Grrr!!!!
I jeszcze nie wiem kiedy jaśnie pan wróci, czy po pracy pojedzie naprawiać uszkodzone w sobotę auto. Cały dzień sama. Z marudzącym dzieckiem i bolącym brzuchem. Grrr!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
