niedziela, 23 maja 2010

Mój mąż...

...to wspaniały mężczyzna. Przystojny... O, tak, jest niesamowicie przystojny. Że męski to nie muszę pisać. Jest bardzo mądry. Inteligentny. Bystry i błyskotliwy. Odważny i bohaterski, pomysłowy, dowcipny i szczery. Po prostu mój ideał.
No, a teraz mój wspaniały mężczyzna, jak już to przeczytał, może wyłączyć komputer, iść do swojej równie wspaniałej żony i mocno ją przytulić. I może coś więcej. :)

wtorek, 18 maja 2010

Chcę tam gdzie nieba dotknąć mogę...

Odrabiając pracę, której efekty są bardzo krótkotrwałe, zatrzymałam się... Chcę w góry! Jak ja strasznie chcę iść w góry! W głowie zahuczał mi silny wiatr targający włosy we wszystkie strony świata. Pamiętam, że to czasem boli, że czasem nie ma się już siły. Jakie to jest wspaniałe, usiąść na samym szczycie, gdzie doszło się na własnych nogach, wbrew zmęczeniu, pokonując słabości i lęki. Pamiętam to uczucie. Pamiętam tę radość, uczucie wolności, piękna, radość obcowania z cudem. Cud natury. Natura sama w sobie jest cudem, doskonałością, wolnością. Nie możemy jej pojąć, możemy jedynie podziwiać... Jesteśmy jej częścią, nieodzownym elementem, dzieckiem, a często zabójcą, wrogiem. Tam czuje się dotyk Boga, dotyk nieba. Bo niebo jest na wyciągnięcie ręki, głaszcze nas po twarzy, a jednocześnie jest surowe, byśmy nie zapomnieli o jego sile, władzy, wyższości. Tam kochać jest tak bardzo łatwo. Tam tęsknię tak bardzo... Tam jestem taka malutka, jedno malutkie istnienie wśród bezkresnych lasów, dolin, gór... Problemy zostają gdzieś tam, pod nami... a w głowie...
W takich chwilach najczęściej ruszam gdzieś w Połoniny. Tam zmęczony wspinaczką człowiek staje się inny. Tam na dole zostało wszystko to, co cię męczy. Patrząc z góry wokoło świat wydaje się lepszy... Uczesane przez wiatry gołe szczyty Połonin proszą byś po nich poszedł, Biesom, Czadom się skłonił. Z twarzą mokrą od deszczu przeziębnięty, zmęczony. Od złych rzeczy na dole jesteś mgłą oddzielony... Tam na dole zostało wszystko... (KSU)
Nic dodać, nic ująć...

sobota, 15 maja 2010

Nowy blog

Mój stary blog przestał działać, długo go nie używałam i nie mogę go uruchomić...Przekopiowałam więc wszystkie wpisy tutaj.
I tutaj zaczyna się nowy, tak jak nowa ja zaczęłam istnieć odkąd poczułam pod sercem, że życie jest cudem. Ogromnym szczęściem i odpowiedzialnością za drugiego człowieka, za siebie. Odkąd spojrzałam cudowi prosto w oczy, odkąd go dotknęłam, zaczęło się moje życie. Zaskakujące i może bardzo prozaiczne, często monotonne, ale ukochane i jedyne Życie. Nasze życie, wspólne, niełatwe, ale szczęśliwe.
Nasz Cud ma już 6 miesięcy. Uroczo się śmieje, wciąż mówi "tata" i jest czasem do bólu nieznośny. Nasza Wpadeczka rozwija się równie zaskakująco, jak wieść o niej :) Nasza Wpadeczka jest najpiękniejszym na świecie bobaskiem, nasza Wpadeczka to coś, co, jak do tej pory, udało nam się najlepiej!
Nasza Wpadeczka jest istotą tak kochaną, że ogromu tej miłości sama nie mogę ogarnąć.
Jestem młodą mamą, M. młodym tatusiem. Jesteśmy młodym małżeństwem, młodymi rodzicami... Jesteśmy po prostu cali zanurzeni w zieleni, w niedoświadczeniu i żółtodziubstwie. Zanurzeni w wynajmowanym mieszkaniu, daleko od znajomych i rodziny. Ale jesteśmy w tej zieleni razem, jemy sobie czasem kwaśny szczaw, a czasem młodziutki, słodziutki groszek. Na codzień jednak trzeba zmagać się ze szpinakiem, by mieć siły i zdrowie. Dobrze nam razem :)
A Mała Wpadeczka wije się po łóżku już coraz bardziej aktywnie, chyba będę musiała przenieść ją na podłogę, żeby nie miała z czego spaść :)

18.09.2009

Każdy dzien to droga
W Twoją stronę chcę
Niech prowadzi mnie
Jestem jak polowa
Fragment siebie mam
Reszte Ty mi dasz
Pokretnie czas biegnie, spoznia się szczescie
W plomieniach pragnienia
By powiedziec wreszcie KOCHAM CIĘ

Dwa slowa proste tak
Wszystko, co chce Ci dac
W tych dwoch slowach masz
Kocham Cie, slowa jak dobry czar
Zlacza nas w jeden swiat
Nasze serca dwa

Placza się nam losy
Smutne twarze dwie
Wyrzeźbione we lzie
Cichy wzrok tęsknoty
Pusto obok wciąż
Znowu gorzka noc
Lecz serce wie wiecej
Przeczuwa szczescie
Jak w niebie do Ciebie
Powiem to nareszcie Kocham Cie!

Dwa slowa proste tak
Wszystko, co chce Ci dac
W tych dwoch slowach masz
Kocham Cie, slowa jak dobry czar
Zlacza nas w jeden swiat

Tylko Ty i ja…

S. Uniatowski

31.05.2009 Trzydziesty pierwszy maj

Życie jest takie zaskakujące, rozwijające się życie jest niesamowite, magiczne. Już 18 tygodni mija, odkąd mam Ciebie tak blisko, pod sercem. Czuję Cię coraz bardziej, mówię do Ciebie. Nasza mała kruszynka, na którą czekamy... Czekam na Was oboje, na moje dwie największe Miłości. Na moją rodzinę, na nasze wspólne chwile. Teraz jest ich tak niewiele, tak dużo jest rzeczy, które muszą być na pierwszym miejscu. Tyle jeszcze dni, miesięcy, by spokojnie zasnąć przy Tobie i nie bać się, że następnej nocy nie spędzimy już razem. Tyle jeszcze samotnych godzin przed nami, tyle tęsknoty za Twoimi oczami. Moje dłonie są takie zimne, gdy Ciebie nie mogą dotknąć. Tyle we mnie tęsknoty i łez, ale najwięcej teraz we mnie jest miłości, miłości do Ciebie, Skarbie, i do Ciebie malutki człowieczku. Za parę miesięcy zobaczę Twoje oczka, rączki, buzię. Tak bardzo jednak się boję, martwię, dałabym wszystko, co mam, żeby wszystko było w porządku... A za miesiąc powiem Ci Kochanie najpiękniejsze słowa, one mają taką ogromną siłę. Będę przy Tobie już do końca. Razem... we trójkę... tak strasznie mi Ciebie brakuje... Patrzę w okno i widzę tylko swoje odbicie, samotne i takie niekompletne bez Ciebie. Nic nie cieszy mnie tak bardzo jak wtedy, gdy mogę podzielić się radością z Tobą. Wzloty nie cieszą gdy Ciebie nie ma, a porażki bolą ze zdwojoną siłą. Razem noc to moment, osobno to strasznie pusty czas, kiedy przez sen szukam Twojego ciała... Nie mając Twojego ciepła nie potrafię zaznać spokoju, czuję się taka bezsilna i słaba. Wróć do mnie Kochanie jak najszybciej, tak bardzo Ciebie potrzebujemy... Kocham Cię

27.08.2008

I juz jutro wyjezdzam do domu, do szkoly... A Ty wciaz tak daleko, ale juz niedlugo sie zobaczymy, to bedzie cudowny dzien... :) rok temu bardzo przezywalismy ta rozlake, teraz nie jest to "rozstanie", to po prostu ciag dalszy naszego zycia, ktore w najblizszym czasie tak bardzo bedzie sie zmieniac... mam nadzieje, ze na lepsze. A kocham jeszcze mocniej, niz rok temu, miloscia bardziej dojrzala i odpowiedzialna, ktora moze zniesc takie rozstania i zniesie :)

Damy sobie doskonale rade, Ty niedlugo wyjdziesz, wrocisz do domu i bedziemy blizej siebie, bedzie latwiej...

Po roku stwierdzam - chce zyc dla Ciebie. Wszystko, co robie, robie dla Ciebie, jestem dla Ciebie, jestem zawsze przy Tobie, nawet teraz, gdy mnie nie widzisz... I kocham najmocniej jak mozna kochac druga osobe... Tesknota chce nam siebie zabrac, chce bardzo nas bolec, ale my sie nie damy, musimy tylko chwile poczekac, pocierpiec... A znow wszystko wroci do normy. Mocno w to wierze, wierze w sile naszego uczucia, ktore rozkwitalo w nas przez miniony rok i rozkwita nadal... Choc bylo roznie, oboje wiemy jak... Wiele razy nie wiedzialam jak bardzo ranie, do tej pory wyrzuty sumienia wierca mi dziure w sercu...

Za wszystko, co zle przepraszam...

Za wszystko, co od Ciebie - dziekuje...

Wszystko, co Twoje - kocham...

Wszystko, co nasze - pielegnujmy

Kocham Cie...

to cudowne...

ze jestes...

24.08.2008

To wszystko juz mnie powoli wykancza... Ciagle robie wszystko zle,a jak czegos nie zrobie to tez jest zle... Pretensja goni pretensje i boli coraz mocniej, a lzy staja sie coraz ciezsze i rzezbia w policzkach glebokie, piekace rany... Nigdy nie uwierzysz, nigdy nie zaufasz... Po co wiec to wszystko... Skoro jestem taka do konca, do spodu, od stop do czubka glowy do niczego, odejdz. Niech juz Cie nie mecze, niech nie denerwuje, niech juz w koncu mnie nie bedzie... Skoro kazde niemal slowo ktore wyplywa z moich ust to "gówno prawda"... odejdz i nie ran mnie slowami, nie zadawaj takich ciosow, po prostu odejdz, zrozumiem, widocznie nie da sie ze mna zyc. Widocznie nie potrafie, nie umiem byc taka, jaka chcialbys zebym byla. Widocznie nie dorastam do piet Twojemu idealowi kobiety. Juz tak duzo dostalam sygnalow od Ciebie, ze tak wlasnie jest, ze jestem do niczego, ze jedyne co potrafie to tylko psuc, ranic, niszczyc i klamac...

20.08.2008

Tesknota tak strasznie mnie dusi... tak sciska za serce... az brakuje slow, jak wyrazic jej wielkosc... Jeszcze tylko troszke i sie spotkamy, pozniej wrocisz i juz nigdy nikt mi Ciebie nie zabierze! Wszedzie pojde za Toba, Skarbie, bo dnie i noce bez Ciebie sa takie puste i bezbarwne... jedyne czegi chce to Ty i Twoja bliskosc, ale na to trzeba dzielnie poczekac. Zdzierac kartki z kalendarza i czekac...Dzisaj Cie uslyszalam, to bylo cudowne... Pragne Ci Kochany podziekowac za wszystko. Za to, ze dales mi szanse na to, by wszystko naprawic. Za to, ze zawsze jestes przy mnie i moge na Ciebie liczyc w kazdej sytuacji. Dziekuje Ci za to, ze pokazales mi, na czym polega Milosc i jak bardzo jest wazna. Za to, ze kochasz i wybaczasz. Za to, ze jestes taki, jaki jestes, ze sie nie zmieniasz... Dziekuje Ci za Twoje serce, za pomoc, za usmiech, za lzy szczescia, za slonce ktore znow swieci w naszych duszach... Dziekuje Ci za wszystko... Jestes najcudowniejszym mezczyzna jakiego mozna miec, jestes moim wymarzonym partnererem, przyjacielem i kochankiem... Jestes moim marzeniem, ktore wciaz sie spelnia i obdarza nas radoscia... Kocham Cie najmocniej jak tylko potrafi kochac istota mojego pokroju... :) uwielbiam...

18.08.2008 6 tygodni

Pojechales na 6 tygodni tak daleko ode mnie :(to okropne, tesknota z kazda sekunda coraz bardziej boli, ale czekam bo z kazdym dniem coraz blizej jest do Twojego powrotu.

09.07.2008

Czekam wciąż na Ciebie i w zachmurzonym niebie nawet widzę nadzieję. Wszystkie sny, które zabiliśmy tyloma gorzkimi słowami, zaczynają znów przychodzić do mnie co noc. Za ciężkimi grafitowymi chmurami potrafię znowu zobaczyć mgliste słoneczne promienie zbyt słabe jeszcze, by oświecić nasze serca. Z każdym dniem, godziną jednak coraz więcej ciepła dociera do mnie, do środka mojej duszy. To Twój uśmiech, który tak łapczywie chwytałam ostatnio, chciałam się nim najeść do syta, na zapas i po czubek głowy... Jego obraz wciąż mam przed sobą, gdziekolwiek bym nie była towarzyszy mi i stara się mówić "wciąż kocham"... zbieram Twoje wszystkie piękne słowa do dłoni i mocno zaciskam pięść, by nigdy więcej już mi nie uciekły. I wierzę, że mogę je zatrzymać, że mogę nawet otworzyć lekko dłoń a one i tak będą przy mnie, we mnie i będę słyszeć ich echo gdy zamknę oczy choć na chwilę. Mam ataki nagłej, ogromnej i kłującej tęsknoty. Patrzę wtedy w porysowany ekranik telefonu i wyczekuję choćby krótkiej wiadomości od Ciebie. I czasami jest, co ładuje baterie mojego szczęścia na jakiś czas. Ale to nie jest w stanie w żadnym stopniu zastąpić Twojego ciała, które mogę dotknąć bez obawy, że rozpłynie się jak zjawa. Nic nie zastąpi mi Ciebie, nic i nikt. Tak czekam na parę wspólnych chwil, doczekać się nie mogę ale wiem, że takie nadejdą i wiem, że będzie cudownie. Dlaczego przy Tobie godziny uciekają jak sekundy, a gdy Cię przy mnie nie ma, to minuty ciągną się jak całe dnie...? Znów wierzę w nas z całego serca...

07.07.2008 Jak to jest?

Jak to jest kochać kogoś i nie chcieć jednocześnie... nie wiem, ale Ty wiesz... Nie mogę sobie tego wytłumaczyć, nie umiem tego zapomnieć. Ale Ty też wielu rzeczy nie rozumiesz. Jak jest teraz? Parę dni temu było najpiękniej jak może być między mężczyzną, a kobietą. Jak będzie jutro? Mam nadzieję, że nie gorzej... Tak się teraz boję o Ciebie i o nas... boję się, że żal, zwątpienie znów zamkną mi do Ciebie wszystkie furtki. Nawet te, których nie ma... Czasami mi się wydaje, że wszystko, co robię, robię źle, jak nie dla siebie, to dla kogoś innego. Moja Kaja zginęła... Czy to głupie wylewać łzy za zwierzakiem, "fałszywym" kotem? Była wyjątkowa dla mnie tak jak dla innych inne ukochane zwierzę... Czasami chciałabym być takim kotkiem... ile miłości człowiek potrafi wlać w taką małą istotką. Była kochana, dziwne będzie wrócić do domu i nie usłyszeć jej piskliwego "miau"... pokochałam tego kota odkąd go zobaczyłam, a teraz jej nie ma... Ale bez Ciebie świat jest bardziej samotny, Kochanie. Tęsknota za Tobą to jak nieuleczalna choroba, na którą nie ma nawet środka uśmierzającego ból. A trochę to wszystko ostatnimi czasy bolało... To, w jaki sposób już próbowałam do Ciebie dotrzeć... w pewnym momencie już myślałam, że jednak mi się nie uda, ale wciąż próbowałam, mówiłam, mówiłam, mówiłam... Wszystko, co czułam wypływało ze mnie ciężkimi, słonymi łzami. Potrafiłam wbić paznokcie w ramię, żeby tylko jakoś dać upust temu olbrzymiemu kamieniowi, który dławił mnie w środku. Nie wiem, czy tak to wszystko powinno wyglądać, ale nie potrafię inaczej. Żyję wciąż z nadzieją, że żadne z nas już więcej tak drugiego nie zrani. Czy warto mieć nadzieję? W naszym przypadku, i w wielu innych, na pewno tak. Może za jakiś czas strach, że to może się powtórzyć, umrze śmiercią naturalną, może ten lęk się wypali... Może jeszcze mi zaufasz, bo bez tego nie widzę nas... ale wciąż czekam, choć moja cierpliwość czasami chce powiedzieć, że nie ma już siły by tak czekać... Tylko, że od tamtych chwil nie minęło jeszcze chyba wystarczająco dużo czasu na to, byś zaczął ufać... Przyznam się, że mi tego zaufania też trochę brakuje... Ale bez Ciebie było by strasznie. Na pewno świat by się nie skończył, ale byłby taki ubogi i szary... Wydaje mi się, że piszę trochę bez ładu i trochę... płytko... Pójdę już więc w objęcia Morfeusza... o ile mnie zechce :)

09.06.2008 Przepraszam...

Przepraszam, że nie było mnie,
że przepadł po mnie ślad.
Wiem, miałeś kilka ciężkich chwil,
przybyło świeżych ran.

Wybacz mi...

Przepraszam, że nie chciałam patrzeć
na Twą zmęczoną twarz.
Nie jak przyjaciel, lecz jak tchórz
chowałam głowę w piach.

Wybacz mi...
Wybacz...

Przepraszam, że dopiero teraz,
dopiero teraz zrozumiałam.
Sama tracę resztki sił
i nie stoi przy mnie nikt.

31.05.2008

Nie mów, że dzisiaj nie kończy się świat,
Że ból kiedyś minie, zagoi rany czas
Nie mów, że jeszcze przede mną jest wciąż
To, co najpiękniejsze
Jak mam uwierzyć w to?

Nie proszę o więcej niż możesz mi dać
Czy jeszcze kiedyś powtórzy się
Co zdarzyło się nam...

Tyle jest we mnie nieposkładanych myśli
I uczuć tak mocnych
Jakich nie znałam nigdy wcześniej
Więc nie każ mi zrozumieć
Nie umiem i nie chcę
Wciąż mam nadzieję,
Że czasem myślisz o mnie jeszcze
Coraz krótszy wstaje dzień
Świat składa głowę do snu
I nic nie zatrzyma już jesieni
Tak pragnę uśpić swą pamięć,
Zmysłom czujność odebrać,
By jakoś jesień tę przetrwać
Przetrwać ją...

Czy jeszcze kiedyś...

31.05.2008 Pozwalam Ci odejść...

Gdzie jesteś, kawałku mojej duszy? Czy to lekki podmuch wiosennego wiatru zabrał mi Ciebie... Gdzie jesteś, połówko mojego serca... Czy rozpuściła Cię mała łza zwątpienia... Co się stało ze mną, gdzie ja jestem... Nie ma mnie, nie żyję, nie potrafię żyć bez samej siebie... Gdy powiedziałeś mi, że nigdy nie będziesz ze mną szczęśliwy, moją duszę skruszył wstyd i bezsens... Brak chęci życia wtargnął się we mnie tak nagle, jak nagle Ty zamknąłeś przede mną drzwi... To było to, na co się czeka nieraz całe życie, to było to, co się nigdy nie powtarza... Mieliśmy to, czego pragnie niemal każdy. Patrzyliśmy w jedym kierunku, rozumieliśmy się bez słów, co z tym zrobiliśmy? Gdzie te wszystkie słowa, noce, dnie... Gdzie to wszystko się podziało, z czym nam się pomieszało, dlaczego przestało mieć znaczenie nagle to, co w życiu najważniejsze... Jak żyć teraz samemu i nie stać się zimną skałą? Jak samemu patrzeć nocą w gwiazdy, jak trzymać za rękę tylko strach? Gdzie ja mam się teraz ulokować, w czym pokładać swoje nadzieje, jak zmienić cel, czym go zastąpić? Czym wytrzeć łzy, na które sobie zapracowałam? Jak wytłumaczyć sobie samej, że nic już nie ma... Gdzie schować prawdę o swoich uczuciach, skąd wziąć siłę na te wszystkie kłamstwa, którymi będę musiała się teraz karmić? Jak mam przestać płakać, gdy serce się rozdziera na szczątki? Jak wyrzucić z siebie cały ten żal, cały smutek i nie wpuszczać ich do siebie nigdy więcej? Nauczyłeś mnie tak dużo... Ale tego mnie nie nauczyłeś, nie nauczyłeś mnie przestawać kochać... Nagle zatrzasnąłeś przede mną wszystkie drzwi... Rzuciłeś mnie z całej siły z nieba na ziemię, a moje stopy dotknęły piekła, w którym powoli cała się zanurzam. Nie mam już na nic nadziei, nie mam na nic szans... Ze śmiercią lepiej jest się pogodzić... Nigdy nie czułam czegoś takiego... skończyło się moje prawdziwe życie, więc pozwalam Ci odejść... Kocham Cię Skarbie...

22.01.2008



A jeśli nie wrócisz dziś
nie stanie się przecież nic
tylko kolejna noc
bez Ciebie...

Jak zwykle ucichnie gwar
tramwaje pojadą spać
a pijak ułoży się
po drzewem...


Ostatnie okruchy dnia
psu na pożarcie dam
a sama zjem byle co
z herbatą...

A potem zaparzę ziół
i połknę tabletki pół
by przetrwać jakoś tę noc
zwyczajną...

I minie godzina lub dwie
gdy nagle obudzę się
zdziwiona, że oto znów
śpię sama...

Zawołam do łóżka psa
zapalę, utonę w łzach
i pewnie nie zasnę już
do rana...

Więc jeśli nie wrócisz dziś
nie stanie się przecież nic
nadejdzie kolejny świt
bez Ciebie...

Rozgwarzy się miejski gwar
tramwaje wyruszą w świat
a pijak obudzi się
pod drzewem...

21.01.2008

Strasznie smutno mi bez Ciebie...

18.01.2008

Co to za roznica, ze jest tak pozno, ze niedlugo zacznie switac? Przeciez kocham Cie ta sama miloscia rano, w poludnie i teraz! Fascynuje mnie z dnia na dzien coraz bardziej, patrzy na mnie jak dziecko ciekawe gwiazd na niebie...On, Ty... Wszystko, co najpiekniejsze, ulozone w jeden, prosty, kochany splot dwoch liter "Ty"... z Toba kazda chwila jest wypelniona ogromem radosci i ukojenia. Nie moge spac, moj mozg przetwarza wszystkie te zdarzenia, male i duze, ktore mialy miejsce w tym tygodniu. Troche czasami szalone, te calkiem nowe i te zwykle, aczkolwiek nie zawarte w slowie "rutyna" i "codziennosc". Tu nie ma mowy o rutynie, monotonii, kazdy ulamek sekundy spedzonej razem, wykorzystujemy calkowicie, wyciskamy czas ze wszystkich jego sokow, mocy i darow. Co za kontrast, w glowie mi milo, cicho, cieplo, bezpiecznie, melancholijnie troche, a za oknem...prostopadloscian z regularnie ulozonymi oknami, dalej rozproszone swiatlo reklamy, a jakies 20 minut drogi stad Ty. Moj wymarzony, wysniony, moj idealny-nie-doslownie. Tam, w lozku, z zamknietymi oczami, przez sen szukajacy mojego ciala (mam taka nadzieje:) ), sniacy cos, czego nie bedzie pamietal jutro. Dzisiaj przeczytalam w "Forum", ze ludzie (nie rozniacy sie z reszta niczym, oprocz ilosci komorek, od zwierzat), czyli my, ja, Ty, nie maja duszy...
Herezje XXI wieku, tak jest napisane w naglowku... herezje, czy nie, nie wiem, wedlug mnie proba wywolania nowej sensacji, burzliwych dyskusji spowodowanych publikacja paru amerykanskich naukowcow, ktorzy twierdza tez, ze rodzice, a tymbardziej cala reszta tych bezdusznych, wedlug nich, istot, nie maja wplywu, najmniejszego, na to, jakie bedzie ich dziecko, jak uksztaltuje mu sie charakter i co bedzie robilo w przyszlosci... Gdyby byla wczesniejsza pora, przynajmniej wieczor, poddalabym to jakiemus komentarzowi i interpretacji, ale poki co, na tym zakoncze moja dygresje, bo kolor nocy, cisza, lekkie dzwieki gitary wydobywajace sie z glosnika, dyskretnie prowadza mnie w inny zakatek mojej wyobrazni, ten, ktory nie jest z reszta taki maly i niewiele znaczacy...
Moje marzenia
to jest to, o czym Ci mowie, to jest to, co widze w Twoich niezwyklych, przyciagajacych moj wzrok oczach...Moje marzenie spelnia sie codziennie, nabiera sily, by kiedys moglo sie spelnic, rozblysnac milionami perelek szczescia i spelnienia. Moje marzenia spelniaja sie rankami, gdy budzi mnie bliskosc Twojego ciala, uszytego dla mnie na miare, przyprawiajacego o pobudzajace, delikatne dreszcze. Moje marzenia spelniaja sie, gdy mnie dotykasz, calujesz, przytulasz, a ja nie czuje nic obcego w obrebie mojego ciala. Dajesz mi powietrze, bym mogla swobodnie oddychac, dajesz mi cieplo, gdy na szybach mroz maluje ogrod moich marzen...

Sol Seppy, Human

Hello, my name is human
And I come from love
Here on earth it's easy
To forget our home

We all remember
From time to time

Bring forth the beauty of your heart
This undying love is who you are

Don't look down
To reasons on the ground
Love will lift you home
To unbelief

We all remember
From time to time

Bring forth the beauty of your heart
This undying love is who you are

Don't look down
You are not alone
Love will lift you home
Love will make us home

Love will lift you out
Love will make us home

28.12.2007 Spacer Nocą, Anita Lipnicka

Tyle gwiazd
rzadko widzi noc
i dziwnie słodki wiatr
pieści oczy

Oddalasz się o krok
i już mi Ciebie brak
i tęsknię do Twych rąk
ciemnozłotych

Nigdy już nie będę kochać, wiem
tak jak teraz kocham Cię
Nigdy już nie będzie nikt mnie miał
takiej jaką Ty mnie masz...

Piękniejszej z dnia na dzień
w królestwie pieszczot mych
karmiony moją krwią
i moim słowem

I chociaż coraz mniej
dla mnie siebie mam
To więcej pragnę wciąż
dawać Tobie


Nigdy już nie będę kochać, wiem
tak jak teraz kocham Cię
Nigdy już nie będzie nikt mnie miał
takiej jaką Ty mnie masz...

Zbliza sie koniec roku...Dla mnie dosyc urozmaiconego, troche szalonego, nie udanego na poczatku, ale chyba wszystko po to, by zakonczyl sie szczesliwie, by pod koniec los rozsypal po moim ciele swoje najpiekniejsze skarby...Koncze ten rok z Toba, zaczne nowy przy Tobie...i zycze nam aby nie bylo to jedyne w naszym zyciu wspolne zegnanie Starego i witanie Nowego...

01.12.2007 Poranek...

Najgorsze są takie poranki...
Bez Ciebie, nie wiem co z sobą zrobić, nic mi się nie chce, czekam na Ciebie. Nawet nie wiem, co pisać, mam pustkę w głowie i ciężko mi na sercu, pojutrze już będę daleko... To takie trudne, Kochanie, wiedzieć, że tak będzie jeszcze długo... Płakać mi się chce, ale jednocześnie jestem bardzo szczęśliwa z Tobą, nie wyobrażam sobie teraz życia z kimś innym lub bez Ciebie... Karmię się nadzieją, że przyjdą dni, kiedy nasze życie przestanie być pakowaniem się, rozpakowywaniem co tydzień... Tak będzie, ale kiedy... i czy będzie...? Chciałabym. Ale niczego nie możemy być pewni, różne niespodzianki los potrafi nam zesłać, te miłe i też te drugie, przed którymi bronimy się co dzień... Tak... bywa czasami niemiło i smutno, często myślę, że to moja wina, wina mojego trudnego charakteru... nieprzemyślane zachowania, słowa, które potrafią zranić... Nasze życie to popełnianie błędów i uczenie się na nich, naprawianie tego, co się zepsuło... i wielkie starania, czasami nie udane, starania, by nie robić drugi raz tego samego błędu. Nie lubię, gdy dopada mnie taki nastrój, jak teraz...melancholia, niechęć do jakichkolwiek działań... i tylko słucham:

Chodź zabiorę cię na spacer,
Nic, że piąta rano jest...
Świt to chyba najpiękniejsza pora dnia...
Ja sukienkę włożę nową,
Chociaż trawa mokra jest,
Pod spojrzeniem twoim znowu zmienię się

Kochaj mnie, kochaj mnie...
Możesz wziąć mnie za rękę,
Możesz też śmiać się ze mnie
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Możesz czasem nie mówić ,
Czasem możesz nie lubić
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Skryj pod swetrem zielonym
W ciemność co uspokoi
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Ze mną twoje niebo ma już mój kształt

A ja rosę mam na twarzy,
A ty na mnie patrzysz znów...
Gdy wyjeżdżasz za daleko jest mi źle
I pokrzywy rosną na mnie,
Teraz jest ich trochę mniej...
Pod spojrzeniem twoim zwykle zmieniam się

Kochaj mnie. kochaj mnie...
Możesz wziąć mnie za rękę,
Możesz też śmiać się ze mnie
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Możesz czasem nie mówić,
Czasem możesz nie lubić
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Skryj pod swetrem zielonym
W ciemność, co uspokoi
Kochaj mnie, kochaj mnie...
Ze mną twoje niebo ma już mój kształt

i płakać mi się chce...ze szczęścia...i z bezradności...

14.11.2007 Dzisiaj

dzisiaj jest środa. W tej jakże wygodnej, półsiedzącej pozycji znajduję się już od godziny i...i nic...i patrzę na swoje obuwie...jaką psychikę trzeba mieć, żeby znieść bardzo niemiłe rozmowy dwóch, na pozór kochających się osób? Nie wiem i nie wiem też, ile jeszcze wytrzymam. A w lesie zimno i biało było wczoraj...tak, ładnie było i to bardzo...a dzisiaj już mokro...dalej zimno, nie lubię tego, jak ja tego nie znoszę! Urodzona w zimie zawsze tęsknię do tego puchu, którego, jako dziecko, zjadałam garści:) a teraz...chlapa...

jakie to dziwne wszystko, każdej porze roku można przypisać cechy, których nie posiada żadna inna...

jesień złota, wiosna zielona, lato niebieskie (tak, dla mnie lato to woda, woda...woda...), zima biała...

a w sklepie unosi się już melodyjka, którą wydobywa niemal każdy klient z pluszowych maskotek ubranych w czerwono-białe kubraczki i czapeczki, z workiem prezentów przyszytym do łapki...

a w telewizji...coraz bliżej święta...coraz bliżej święta..

i coraz więcej pytań w głowie...i nie chodzi tu o to, co komu podarować, nie...

czekam na te święta, tylko na co czekam bardziej...na przeżycie duchowe, na modlitwę...czy na chwilę wolnego czasu...czy na coś jeszcze innego...nie wiem...

tracę to wszystko, co kiedyś miałam, wieczne wątpliwości, pytania, dylematy i przede wszystkim brak konkretnej odpowiedzi, dowodów innych niż pismo...ale tego sie chyba nie dowiem, po części nie chcę nawet wierzyć, że to wszystko prawda...

ale nic to, jak mawiał Pan Wołodyjowski, brakuje mi mojej drugiej połówki, która, tam gdzieś, w stolicy Podkarpacia, a ja tutaj, w tłocznym internacie, ostoi wszelakich rodzajów osobowości, irytującej, budzącej współczucie, śmiech, odrazę, lęk, strach...

nieokiełznane piętnastolatki biegające jak młode łanie, a raczej dorastające małpiątka, wydające niezidentyfikowane odgłosy, a gdzieś między nimi szare myszki chowające się w pokojach, które widuję jedynie na stołówce i MY, dumne pokolenie 89, z piersią wysuniętą do przodu, chcąc pozostać dziećmi...błądzimy...kochamy nieszczerze, bo tak robią inni, bo glupio być samemu. Z pierścionkami zaręczynowymi, w biegu po byle jak zdaną maturę...

i ja patrzę na to i nie wiem co mówić, robić...czy oceniać? Nie mnie powierzono to zadanie, patrzę więc i martwię się. Martwię się tym, że tak ciężko teraz o prawdziwego przyjaciela lub też po prostu o miłą, życzliwą osobę, której uśmiech rozświetli zachmurzone niebo...

Jak to dobrze, że Ty jesteś, że odganiasz ciężkie, szare chmurzyska...trudne to wszystko, trudniejsze, niż to sobie wyobrażałam, ale dajemy sobie świetnie radę. Czasami płaczę, tak po prostu, z miłości, tęsknoty, bezradności...ale później się uśmiecham, bo przecież jestem szczęśliwa...bardzo...

dajesz mi to, na co tyle czekałam, dajesz mi nadzieję, szczęście, miłość, oparcie...

Jesteś najcenniejszy i najważniejszy w moim teraźniejszym życiu, chciałbym, żeby było już tak zawsze...chciałabym, dbajmy o to tak, jak do tej pory...

Siedzę w pokoju pełnym ludzi, a czuje się, jakbym była sama, jakbyś tylko Ty mnie rozumiał, choć nie ma Ciebie przy mnie...

ale jesteś, tutaj, trzymasz mnie za rękę, głaszczesz po włosach...

i widzę Twoje oczy, kochanie :)

Colbie Caillat "Bubbly" ;)

I've been awake for a while now
you've got me feelin like a child now
cause every time I see your bubbly face
I get the tinglies in a silly place

It starts in my toes
makes me crinkle my nose
where ever it goes I always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
where ever you go

The rain is fallin on my window pane
but we are hidin in a safer place
under the covers stayin dry and warm
you give me feelins that I adore

It starts in my toes
makes me crinkle my nose
where ever it goes
I always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
where ever you go

What am I gonna say
when you make me feel this way
I just........

It starts in my toes
makes me crinkle my nose
where ever it goes
I always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
where ever you go

I’ve been asleep for a while now
You tucked me in just like a child now
Cause every time you hold me in your arms
Im comfortable enough to feel your warmth

It starts in my soul
And I lose all control
When you kiss my nose
The feelin shows
Cause you make me smile
Baby just take your time
Holdin me tight

Where ever, where ever, where ever you go
Where ever, where ever, where ever you go...

18.09.2007 Kocham Cię...

Nadszedł czas bym i ja pozostawił coś na naszym blogu. Mam tyle do powiedzenia, że nie starczyłoby nocy, aby o wszystkim napisać...

Nasza rozłąka trwa ponad dwa tygodnie, nie jest to długi okres, jednak możemy już z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że nasza znajomość, miłość to nie było jedynie wakacyjne zauroczenie. Trwamy, nasza miłość trwa, rozkwita i nabiera barw. Kocham i tęsknię, te słowa najczęściej goszczą na naszych ustach, w naszych głowach, doskonale opisują sytuację, w której przyszło nam się znaleźć. Na szczęście mamy siebie i te nieliczne dni, w których możemy być razem, to jest nasze święto, wspólnie celebrowane...

Teraz siedzę sam w pokoju, patrzę w głębię nocy, słyszę rozbijające się o parapet krople deszczu i wypatruję Twojej twarzy, uśmiechu, rozpalonych policzków. Niestety, widzę tylko ciepłe światło latarń i cienie, jakie pozostawiają na mokrym chodniku. Czasem wydaje mi się, że Cię widzę w mroku, jak zjawę, którą rozwiewa lekki podmuch jesiennego wiatru...
Wracam wtedy do pokoju i wspominam nasze pierwsze spotkanie, pierwsze słowa, gest. Tych chwil już nigdy nie zapomnę, zostaną ze mną na zawsze... Pamiętam, kiedy Twoja dłoń znalazła się w mojej dłoni po raz pierwszy, poczułem ciepło, strach, serce drżało. Nie było to łatwe, gesty, słowa mają dla mnie ogromne znaczenie, moc budowania i niszczenia... To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, nie byłem na nią przygotowany, nie szukałem jej, wręcz się przed nią broniłem. Los jednak przygotował inny scenariusz, codziennie, a nawet w każdej minucie odwracamy kolejne jego karty... już nie osobno, teraz gramy główne role razem... co kryje się dalej, jaki będzie koniec, a może wcale go nie ma?
Pewnej nocy stało się... wszystko się zaczęło, nasza przeszłość została oddzielona od przyszłości, pierwszy raz powiedziałem kocham. Byliśmy jak na dachu świata, ponad tym wszystkim, ponad codziennością, a w dole migotało całe miasto. Płakałaś wtedy w moich ramionach, Twoje łzy napawały mnie lękiem, a zarazem dawały szczęście, poczucie jedności z Tobą. Nie wiedziałem jak na nie zareagować co powiedzieć, jedyne co mogłem zrobić to przytulić mocno do siebie, otrzeć łzy... jeszcze raz powiedzieć kocham. To jedno słowo w którym jest zawarta cała istota naszego człowieczeństwa, tajemnica życia, nas samych. Nie ma takiego drugiego, wypowiadanego tak czule i delikatnie, a zarazem wyrażającego tyle siły i emocji... Codziennie będę Ci mówił kocham...

M.

09.09.2007

Kocham
Tęsknię
Przepraszam

31.08.2007 Rozstanie...

They say we never landed on the moon
There's no wind there, they assume
I guess conspiracies are nothing new
But I'm sure i've been there with you

And I don't believe that in space
The only life is here on earth
How could we be the only race
That loves and hates 'til death from birth

But I do believe in love
Though I should never rely on love
Nothing else excites me
But loving you

Is it true a politician's heart
Can rust away and fall apart
I guess it must be hard
It must be hard
To know what's good
And to know what's easy

You might think it's strange
For all my wild ideas
But I do not believe that change
Can ever happen without tears

But I do believe in love
Though I should never rely on love
Nothing else excites me
Katie Melua "I do believe in love"

Jak to szybko minelo...a dzisiaj juz ostatni dzien wakacji, ale nie o wakacje tu chodzi. Ty wiesz najlepiej... Bo co innego teraz bedzie dla nas znaczylo "kocham". To samo, a jednak... Musimy sie nauczyc byc ze soba pomimo wszystko. Teraz bylo latwo. Kilka minut nas dzielilo, nie bylo nic do ukrycia przed soba. I kiedy te kilka minut zmieni sie w godziny, niech do ukrycia bedzie jeszcze mniej. To niesamowite, jak ten czas pedzi. Dopiero tutaj przyjechalam, zaczelam prace, wakacje...A tu juz po pracy, po wakacjach. Zawsze zostawaly po lecie wspomnienia, lepsze i gorsze, ale bylo co opowiadac w jesienne plotkarskie wieczory:) teraz jest pieknie. Bo mam najwspanialsza pamiatke z wakacji, jaka mogla bym sobie wyobrazic...Mam Ciebie. Jestes moim amuletem, ktory nigdy nie zawodzi. Bezcenny, szlachetny, piekny amulet. Moja ukryta bron, ktorej uzywam, gdy cos mnie przytlacza. I choc dzisiaj nie moglam juz przestac plakac, to po czesci byly to lzy szczescia...

Nie chce teraz wypisywac zdan typu: "czastka Ciebie bedzie caly czas przy mnie..." i takie tam oklepane wypociny...

Po prostu jestes, ja jestem i to jest najpiekniejsze. I choc boli rozlaka to wiem, ze nic sie nie konczy, tylko nastepuje mala zmiana. Przeciez jestesmy razem, zadbamy o nasz zwiazek najlepiej, jak tylko potrafimy. Nie mozemy zaprzepascic takiej szansy, to zbyt piekne, abysmy mogli to zniszczyc. Wierze, ze nasze slowa nie sa puste i nic nie znaczace. Sa to nasze slowa, wieczne, zywe...

Wlasnie cos postanowilam. Ty dowiesz sie o tym dopiero jutro, bo spisz, daleka droga przed nami. Od teraz to juz nie jest moj blog. Dalam Ci siebie wiec daje Ci moje zycie. Ten blog to jakas mala czastka mojego zycia wiec masz do niego wstep. Nie zawsze bede miala mozliwosci i czas, aby go zasilac nowymi tekstami, wiec to zadanie powierzam rowniez Tobie. Od teraz to jest blog Dorotki i Marka. Nasz blog. Cos wspolnego...no coz, od czegos trzeba zaczac :)

Czy powinnam przedstawic wspolautora? Mysle, ze to niekonieczne. Kocham Cie, to wystarczy jak na razie. I przepraszam za brak polskich liter, ale ten komputer doesn't know polish :)

Milego powrotu do szkoly. Wiec wracam. Wracam w lasy, do tych wszystkich dzikow, lisow, brzoz i jesionow:) i do tej dziczyzny w postaci zielonych ludkow, juz w poniedzialek wdzieje moj zielony ciemnooliwkowy mundur i w las!...A rano juz w Bieszczady...wiec pora spac.

24.08.2007 Samotny dzień

Tam gdzie jesteś
pewnie jest dzień
w złote plamy słońc
Pewnie śmiejesz się
tak cudownie
W pieszczotach
roztańczonych chwil
Jeden po drugim spełniasz
swoje sny...
Tu gdzie jestem
teraz jest noc
i najzimniejsza z zim
W iskierkach wspomnień grzeję się
w pamięci szukam Cię...
A czas
płynie jakby nigdy nic
nieskończony kręci film
o takich jak my...
Moje serce
zmienia swój kształt
Większe jest niż ja
Od nagłych wzruszeń pęka już
Pomoc nie mogę mu...
A czas
płynie jakby nigdy nic
głośno liczy moje łzy
w jego ręce oddam się
nim przyjdziesz po mnie Ty
a kiedy wreszcie znów
stanę z Tobą twarzą w twarz
powiem Ci
jak było tu Ciebie brak
jak było Ciebie brak...
A czas
płynie jakby nigdy nic
nieskończony kręci film
o takich jak my...
A czas
płynie jakby nigdy nic
głośno liczy moje łzy
w jego ręce oddam się
nim przyjdziesz Ty
zanim przyjdziesz Ty
zanim przyjdziesz Ty...
Anita Lipnicka "A kiedy tęsknię"


Nie lubię zostawać sama...wtedy jest za dużo czasu dla myśli. Zbyt wiele próbuję się dowiedzieć, przejrzeć, usiłuję przeniknąć wszystkie zagadnienia. W moim przypadku to nie jest dobre, bo cofam się wtedy o tydzień, dwa, rok... A gdy odwracam głowę, boję się spojrzeć przed siebie. Poplątane to wszystko, a gdy coś nie jest tak jak sobie wymarzyłam, to zaczynam wątpić w moje możliwości, w moją siłę.
I ogarnia mnie rozczarowanie i ten znajomy ucisk goryczy i niemocy w duszy. Jest pięknie, lepiej chyba teraz być nie może i powinno mnie to cieszyć. Cieszy mnie to, jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd. Ale nasuwa się w takich momentach, jak ten, wiele pytań... Czy to dobrze, czy to tak ma wyglądać, a co będzie, jeśli... etc., etc. ...
I czy to przeznaczenie, czy tak to się tylko przyjęło z braku innego wytłumaczenia takich sytuacji?
I czy ten jeż to symbol naszej miłości, czy po prostu zbieg okoliczności?
Właśnie..."Zbieg okoliczności"...
Czy powinniśmy stawiać znak równości między "zbiegiem okoliczności" a "przeznaczeniem"? Nie wiem, a bardzo chciałabym wiedzieć...
Wiem tylko, że zbiegi okoliczności istnieją, a przeznaczenie...? Fatum...?
Być może "tabula rasa" nie jest wcale nie zapisana... Może znajdują się na niej kontury, tak jak w malowankach dla dzieci, a my tylko malujemy...wypełniamy nasze życie kolorami...?
Ale kto rysuje te szkice, kto kreśli nam nasze życie...? Czy to na pewno my? I czy każdy dostaje taki sam zestaw farb do malowania? Takie same odcienie? A ja lubię mieszać barwy, lubię malować i najlepiej, gdy ktoś mi pomaga. Może nasze malowanki w końcu staną się jedną książką, zbiorem kolorowanek... tęczowe, szare, jasne, ciemne... to od nas zależy, jak nasza kolorowanka będzie wyglądać... Wiem, że Twoja jest pełna jasnych, optymistycznych barw, a moja... raz podobna do Twojej, by zaraz poszarzeć, odbarwić się...Dlatego Ciebie potrzebuję. Czasami musisz użyć swoich farbek i pędzelków, by obraz się nie rozmył, by nie stał się biało-czarny, przezroczysty...
Nawet, gdy nie będę chciała, odczekaj chwilę i pomaluj moje usta na czerwono, oczy na niebiesko, włosy na kasztanowo, tknij serce, by nie przestało bić... a książka będzie ciekawsza ...

23.08.2007

Kto wie
może to bies siedzi w prawym przedsionku
a czad w moich nogach
i ślą sobie czasami listy nie-miłosne
Kto wie
może to ja jestem listonoszem
i biegam w tę i we w tę
rozsyłając nasiona przekornej przyjaźni
Kto wie
może to do mnie wyciąga ręce
pogmatwana kosodrzewina
idąca gdzieś z moimi myślami w parze
Idą
ślamazarny opasły bies
bo zima mu się dłużyła
i czad zielony
chyba zasnął i zapomniał
bo porósł mchem
przecież to Bieszczady...
Idą
razem z kosówką
moimi stopami po rosie
ślamazara trzyma mapę
niepotrzebnie
Cóż
zima mu się dłużyła
przecież to Bieszczady
dom wielopiętrowy
tutaj wszyscy samotni
tutaj wszyscy razem
diabli anieli ja wy i ta sosna pokrzywiona
ślamazary i cała reszta
pijemy wszyscy z jednego źródła
mieszaną wodę
dziwną wodę dającą oddech
przecież to Bieszczady ...

20.08.2007 Piękny jest ten świat

I see trees of green, red roses too
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world

I see skies of blue and clouds of white
The bright blessed day, the dark sacred night
And I think to myself, what a wonderful world

The colours of the rainbow, so pretty in the sky
Are also on the faces of people going by
I see friends shakin' hands, sayin' `How do you do?`
They're really saying `I love you`

I hear babies cryin', I watch them grow
They'll learn much more than I'll ever know
And I think to myself, what a wonderful world
Yes, I think to myself, what a wonderful world...

Dawno mnie tu nie było...ale jakoś nie mogę się "namuzować" (patrz: Miron Białoszewski "Namuzowywanie") :) tyle się ostatnio wydarzyło...
A dzisiaj noc w Soplicowie, na pewno jedyna i niepowtarzalna. Z Nim wszystko jest takie nierealne, niespodziewane, a jednak prawdziwe, przecież go dotykam, mówię do Niego i On mnie słucha, odpowiada, patrzy..., nasze życie jest teraz takie niezwykłe w swojej zwykłości...Ta pewność mnie czasami przeraża, to uczucie bezpieczeństwa, lojalności i niespotykane zrozumienie...To wszystko jest dla mnie czymś nowym, na co od zawsze czekałam, miałam czasami złudzenie, że to mam, w głębi duszy wiedząc, że tak naprawdę nie jest. Tym razem jest inaczej...wewnętrzny spokój jest tak duży, głęboki, że utonęły w nim wszelkie wątpliwości, lęki, niepokoje. I nawet jeśli coś nie wychodzi, jestem w stanie wszystko zrozumieć i wybaczyć, a On potrafi to wynagrodzić i przeprosić, czasami niepotrzebnie, bo mi wystarczą słowa wypowiedziane przez jego duszę i duże brązowe oczy.
Wczoraj był meczący dzień. Cały dzień w upale, bo bycie Słoniem z bajki nie należy raczej do łatwych zajęć. Ale pewność, że trzy godziny drogi stamtąd czeka ktoś i tęskni, utrzymywała mnie przy sile, dawała mi energię podczas, gdy pozostali słaniali się nisko przy ziemi z wargami wygiętymi w kształt tęczy...
A słoń miał zamontowane skrzydła w uszy i latał, skacząc :)

Wszystko dzięki Tobie, Kochanie :)

10.08.2007 Parę godzin

Jesteś, jesteś.......to wystarczy...

Przy Tobie moja samotność topnieje i tworzy rzekę miłości...morze szczęścia...lekko pofalowaną taflę jeziora, a w środku Ty...jesteś darem ,ukojeniem, marzeniem...cudem...i sprawiasz, że wokół nas dzieją się cuda...jeż przechodzący przez ulicę, dwa lisy bawiące się ze sobą w środku miasta... Z Tobą nocne niebo jest tak blisko Ziemi, gwiazd jest więcej i mocniej świecą....śpiew świerszczy jest taki nasycony życiem, a szum kasztanowców tak odczuwalny wszystkimi zmysłami, że aż wiruje wszystko wokoło...

Płakałam wtedy, bo wiem, że zaczynając kochać, zaczynam odchodzić... Płaczę teraz, bo zbliżając się do Ciebie, jestem bliżej pożegnania. Już niebawem powiem "żegnaj" pragnąc zostać. Łzy szukają wyjścia z mojego serca...znajdują je w szarych oczach... Te szare oczy starają się zapamiętać każdy kawałek Ciebie, by później mogły je odtworzyć w pamięci...Moje uszy chylą się ku Twoim ustom, by zapisać w głowie każde słowo, poczuć każdy Twój oddech. Robią wszystko, by żaden wyraz nie uciekł w otchłań... bo niedługo zacznie się walka, zmagania, oczekiwanie..To chyba o to chodzi...Będzie ciężko...ale obiecuję...wytrzymamy...damy radę..."silni razem, silniejsi osobno"

...

Już trzecia godzina jak Ciebie nie ma, a czuję, jakby minął cały dzień...Godziny są takie ciężkie, twarde, masywne... Minuty...Sekundy z takim trudem są niesione przez zegar nad moją głową...Wskazówka ospale i głośno wspina się ku górze i nie łatwiej też toczy się na południe...

Tyle Ciebie wszędzie...Moja skóra przesiąknięta Twoim zapachem, lecz bez Ciebie staje się szorstka niczym kora robinii... Jeszcze tylko parę godzin i przyjedziesz..."Jeszcze tylko parę godzin i przyjedziesz"...Jak się cieszę, że nadal mogę używać słów "parę godzin"...niedługo będę musiała "parę godzin" zastąpić "kilkoma dniami", "tygodniem", "miesiącem"...

parę godzin...parę godzin...

09.08.2007 ...

Here I am on trains of solace
The moment I could win
Oh it's so dumb that I'm intrigued by the thunder
and the lightning comes streaming into our home
but oh a summer of our own
it's been done
it's been done
and oh I'm so proud of loving, again

It's been done

Wishing I was yours forever
Can we rely on love?
I was lost, cut underneath by another
and the feeling that crept into our home
but oh a winter of our own
it's been done
it's been done
and oh I'm so proud of living, again

crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie
crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie

And oh a winter of our own
it's been done
it's been done
and oh I'm so proud of loving again

crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie
crossing your heart and hope to die
the skin I'm touching will never lie

Angela McCluskey "It's been done"

06.08.2007 Jakoś tak...

Tydzień pełen wrażeń...i Ty. Całe dnie wypełnione Tobą po brzegi i doprawione słodką niewiedzą wymieszaną z kroplą strachu i gramem ciekawości. Noce z Tobą - raz blisko, raz daleko, ale z Tobą, przy Tobie i dla Ciebie. Broniłam się, o tak, może nie widzieliście, nie chciałam wpuścić Cię do głowy, a jednak sama otworzyłam drzwi...pchnęłam z całej siły do przodu byś bez potknięcia mógł zwiedzić moje wnętrze. A teraz...a teraz piszesz mi i mówisz coś, co z Twoich ust brzmi jak opadająca mgła na bezradne płaczące już i tak wierzby. Czego ja chcę? Ciebie? Twojego ciepła? Dotyku? Głosu? Oczu? Tego nie wiem... wiem tylko, że możesz przyszyć mi skrzydła, które on mi odciął...Możesz, ale co później, czy będziesz miał siłę, żeby nauczyć mnie latać za pomocą poniszczonych skrzydeł? Jeszcze wczoraj myślałam, że będę latać, a teraz jestem pewna, że to Ty musisz mnie trzymać, żebym nie upadła...Na razie po prostu mnie przytul, mocno, a zarazem delikatnie, żebym nie straciła oddechu...

04.08.2007 ...Yesterday...

You are so beautiful

To me

You are so beautiful

To me

Can't you see

You're everything I hoped for

You're everything I need

You are so beautiful

to me...

You are so beautiful

to me

You are so beautiful

To me

Can't you see

You're everything I hoped for

You're every,

everything I need

You are so beautiful to me ...

Joe Cocker.....

lipiec 2007 pożegnanie z nie(znajomym)

Co to miało znaczyć......co miał znaczyć ostatni dotyk Twojej dłoni, Twój ostatni rzut okiem na moje łzy...czym były te wszystkie pocałunki, Twoje oczy....czym są dla mnie teraz, czy są dla mnie? Nie, już nie... pożegnałam Cię wtedy otarciem policzka o mój policzek i nie mam zamiaru odgrywać po raz kolejny tej samej roli.....Ty wiesz najlepiej, że moja porażka była od początku przewidziana...żegnaj P...

26.06.2007 Bajalam bo kochałam, wygralam, bo kocham...

Dotyk wiosennego pachnącego przebiśniegami wiatru otworzył moje oczy. Rozweselone promienie słońca zadziornie muskały moją twarz i gładziły mieniące się rosą młodziutkie wilcze łyko. Z daleka bacznie przyglądał mi się koślawy, pokręcony wichrem buk. Widok kniei budzącej się do życia sprawił, że stałam się jej częścią. Pragnęłam, by moje nogi przerodziły się w mocne korzenie. Chciałam czerpać nimi wodę z czystego, górskiego strumienia, oddychać wiosną i rozkwitać milionami pączków. Nieopodal wijąca gniazdo zięba śpiewem umilała sobie pracę, a między koronami drzew przelatywała sójka, która wcale nie chciała uciekać stąd za morze. Słuchając smutnego trelu dzięcioła ujrzałam rysia, który dyskretnie skradał się w moim kierunku...

Leśny kot spojrzał na mnie swoimi tajemniczymi, mądrymi oczami i nastawiając uszu usiadł naprzeciwko mnie. Wtopił we mnie swój wzrok. Słyszałam teraz tylko bicie własnego serca i odgłos tamtego życia. Przed oczami ukazał mi się nieznany widok. Wszystko było tak inne niż to, co widziałam dotychczas. Na skrawku ziemi zapomnianym przez Boga harcowały tylko diabły. Czyniły między sobą rozboje i awantury. Ze względu na ich ogromną ilość ludzie nie chcieli się tutaj osiedlać. Wydawało się, że ta część Karpat na zawsze będzie bezludna. W piekle wyhodowano nowe odmiany diabłów. Jedne z nich nazwano biesami, a drugie czadami. Diabelskie jury ze względu na odmienność nowych diabłów postanowiło umieścić je w oddzielnym rezerwacie. Nieznana kraina okazała się bezkonkurencyjna. Wygoniono stare, pospolite czarty i zaludniono, a raczej zadiablono rezerwat biesami i czadami. Wtedy też powstała jego nazwa – Bieszczady. Wszyscy wiemy, że gdzie jest zło, tam powinno być też dobro. Jednak zarządcy nieba nie wyrazili zgody na zesłanie choćby jednego aniołka do dzikiej puszczy. Aby rozwiązać problem, biesy zostały złe, a czady dobre. Tak oto Bieszczady stawały się normalne. W dotychczas bezludnym królestwie zakwitło życie. Powoli zaczęli przybywać tutaj ludzie. Pochodzili z najróżniejszych zakątków Polski, Słowacji i Rusi. Z roku na rok coraz więcej stworzeń zamieszkiwało Bieszczady. Słyszałam wycie wilków i pędzące jelenie. Widziałam stado olbrzymich, brunatnych żubrów pijących wodę z czystego potoku. Wśród rozsypujących się w proch obumarłych od mrozu olch unosił się zapach przygody. Nierealna uroda tego miejsca kusiła mnie do dalszej wędrówki w czasie. W zmęczonym powietrzu unosiły się krzyki i rozmowy ludzi. Rozpoczynała się agonia dzikich Bieszczadów. Widok przysłaniały mi sterty butwiejącego, okorowanego drewna. Człowiek cywilizował tę niesamowitą krainę bezkresnych lasów. Wyręby, kamieniołomy, szopy i baraki spychały na drugi plan bujne połoniny, gołoborza, doliny rzek. Niszczono i zabijano Bieszczady. Tępiono rysie i jelenie, wybito wilki i żubry… W tym momencie mój nowo poznany towarzysz zamknął oczy. Znalazłam się z powrotem w odżywającym lesie niedaleko mojego domu. Gdy spojrzałam przed siebie, rysia już nie było. Zostawił jedynie ślad w mojej pamięci. Ze łzami w oczach zaczęłam rozumieć, co chciał mi przekazać. Bieszczady mają szansę się odrodzić. Jednak tę szansę musimy dać im my – ludzie. One potrzebują naszej pomocy. Pragną ochrony, czystości, spokoju, tolerancji. Kochajmy połoniny, bieszczadzkie szlaki, lasy i szczyty. Kochajmy je, ale mądrze. Pozwólmy na to, by następne pokolenia mogły oddychać czystym powietrzem, podziwiać dziewiczą przyrodę. Żeby tak się stało, musimy ostrożnie korzystać z tego, co Bieszczady nam oferują.

Przyjeżdża się tutaj raz, później już tylko się wraca.

Wracajmy tam, lecz bez śmieci, hałasu i kroczmy wyłącznie tam, gdzie jest to dozwolone. Zatapiajmy się w unikalnej magii tego miejsca, lecz nie zasypujmy go butelkami czy papierkami. Nie możemy niszczyć tak hojnego daru natury. Dlatego pragnę, by moja mała ojczyzna została taka, jaka jest teraz – dzika, nie odkryta. Dzięki mojej wędrówce w czasie zrozumiałam, co straciliśmy ingerując w życie tej czarodziejskiej krainy. Wiążę przyszłość z bieszczadzkimi lasami. Chcę sprawić, by turyści uzmysłowili sobie ich znaczenie i podziwiając ich piękno, jednocześnie dbali o nie. Pragnę spędzić tutaj lato i jesień swojego życia. Tutaj, pośród starych, chylących się ku ziemi wierzb, które pamiętają moje pierwsze kroki. Przy szumie wartkiego strumienia nucącego mi w dzieciństwie znane tylko nam melodie, chciałabym kiedyś wspominać tamte beztroskie lata. Tak mało jest miejsc, gdzie nie zawitała jeszcze cywilizacja. Miałam szczęście, że w pobliżu takiej krainy się urodziłam. Lasy i wzgórza były moim drugim domem i nie chciałabym, żeby kiedyś tego zabrakło. Mam nadzieję, że za kilka lat, wieczorem, gdy usiądę przed moim domem rodzinnym, nadal będę mogła usłyszeć porykiwania jeleni odbywających swe gody, zobaczyć uciekającą łanią i zdrowy, kołyszący się w rytm wiejącego wiatru las.

Wierzę, że gdy się urodziłam, mieszkający w starym dębie psotny duszek rzucił na mnie słodki czar, który sprawił, że nigdy nie zapomnę o uroku tego miejsca i zrobię wiele, by nikt nie odebrał magii tej krainie.